niedziela, 11 stycznia 2009

Jak hartowała się stal, edycja trzecia.

Maxinquaye to arcydzieło postmodernistycznego brzmienia lat 90, z którym miałem starcie w połowie tego słodkiego okresu. Mistrzowski Hell Is Round The Corner, pulsujący Brand New You're Retro z samplami Bad Michaela Jacksona czy kradzione liryki Massive Attack w numerze Overcome...Oczywiście bezproblemowa kwestia, w końcu Tricky podarował kilka liryk na Protection. Puls, intrygująco ponure dźwięki, niesamowite połączenie przeróżnych muzycznych gatunków. Płyta która wyznaczyła kierunek w gatunku triphop, płyta która się nie powtórzyła, płyta która przez tyle lat nie zgubiła formy.


Nabij Faje
, płyta z bodajże 1985 roku, uważana za najlepszy album polskiego, słowiańskiego reggae. Jak na tamte czasy odważna, nowatorska, do dzisiaj porażą swoją siła i energią. Pierwsza reggae'owa płyta jaką dorwałem kiedyś w latach 90.


Eternity,urzekający, głęboki i hipnotyczny album. Płyta która uzależnia, porywający dźwiękowy obraz w który mogę się wpatrywać bez końca.


„Interesting music for curious people” mówił o swojej ekipie Tamas. Muzyka którą usłyszałem na płytce The Stolen Garden jest ciężka do sklasyfikowania. Węgrzy wypracowali własny styl, który wymyka się wszelkim ograniczeniom, biegnie swoją nieprzewidywalną drogą w stronę eksperymentalnego jazzu, punka, psychodelicznych dźwięków czy wypadkowej alternatywy i etnocore. W sumie to jestem ciekawy co robią chłopaki z Trottel dzisiaj gdyż ja swoją muzyczną przygodę z tą węgierską ekipą skończyłem na albumie Interference.

0 komentarze: