Dziesiątki godzin patrząc sie w szybe auta, co po kilkuset kilometrach prowadziło do obłędu, dzikie melanże i przemieszczanie sie z miejsca na miejsce, górskie krainy i karczmy latających sztyletów, niezliczone stacje benzynowe, hostele, kwatery, puby i miejski survival...tak minęły dwa tygodnie zimowych wakacji. Piękne chwile, rozciągnięte gdzieś pomiędzy słowacką granicą, Krakau, ŁDZ i centralną Polską. Mityczne miejsca, owiane tajemniczą aurą i niedostępne śmiertelnikom (vide Pustynia Błędowska, polska Sahara, sowiańska Desierto de Atacama, miejsce gdzie ziarnko piasku jest na wagę złota i na pewno nie spotkacie Sila), zmurszałe ruiny i bary trzeciej kategorii ;) Śliczny jest ten kraj,zepsuty w wielu kwestiach ale na pewno nie nudny. Trzeba tylko mieć w sobie coś z małego guerillas, żeby opanować sztukę przetrwania w tej dzikiej słowiańskiej krainie i czerpać z tego radochę. Niedospany, zmasakrowany i zgnieciony tymi wszystkimi absurdalnymi sytuacjami po drodze ale kurwa - jakże szczęśliwy, wracam sobie do mojego netaudio i z nowym rokiem rozpoczynam dyskowy remanent...
Dobra, koniec tych wyflaczeń wakacyjno - podróżniczych, fotostory nie będzie, ściągajcie sobie THC-X, mudżahedinów dźwięku, którzy rozpoczną w waszych główkach rewolucję, na mocy paktu polska - jamaica. Do wygrzebania na jamendo. Elo.P.S.
MLX, ustosunkuję się szerzej do Twojego tematu, jak tylko się ogarnę i przede wszystkim jak ogarnę do końca kwestie swojego netu. W skrócie - zajawka przednia. Audioterror jak prowadzę tak będę prowadził nadal ale wizja portalu o netaudio to jak dla mnie jakieś dźwiękowe eldorado, coś co w końcu trzeba na nanieść na muzyczną mapę. Pozdrawiam ;)

