niedziela, 31 maja 2009

Brian Jonestown Massacre

Kapela nazwana tak a nie inaczej na cześć legendarnego gitarzysty Rolling Stones, który poza tym, że słynął z bujnego życia - koncerty, imprezy, aresztowania, libacje alkoholowo-narkotyczne i takie tam rozrywki końca lat '60, wprowadził sporo elementów kultury wschodu w muzykę i zachodni świat r'n'r. Niestety okrutny los chciał, że po całonocnej libacji, ledwo przytomny opuścił ten padół łez okrutny, tonąc sobie w swoim własnym basenie przy swoim własnym domu, w którym sam osobiście zorganizował imprezkę (która btw trwała nadal, kiedy Jones chłodny unosił się na powierzchni wody). Ale wracając do Brian Jonestown Massacre. Ruchomy skład to zbyt delikatne określenie rotacji, które miały miejsce w zespole, począwszy od roku 1990, kiedy to w słonecznym San Francisco, chłopaki złapali zajawkę żeby grać psychodelicznego rocka. 40 artystów przewinęło się przez ten cudowny skład, każdy odcisnął na nim swój styl, swoje pięto i mały ślad a jedyną pewną postacią i rdzeniem całej tej maszynerii pozostaje niezmiennie wokalista Anton Newcombe. Ale co mamy w środku??? To co powinno się znaleźć w psychodelicznym rocku rzecz jasna i oczywista czyli miękkie harmonie wokalne, swobodne muzyczne formy, przenikające się wpływy różnych kultur, brzmienie i klimat silnie zakorzenione w twórczości lat '60 , '70. Jak dla mnie bomba :)

sobota, 30 maja 2009

Screenatorium

Ten album jest niczym hołd złożony ulicom Bristolu, z całym pięknem, wdziękiem, wydźwiękiem i atmosferą esencjonalnego trip hopu. Charakterystyczny uderzenie, przesterowana, rzężąca gitarka przywołująca na myśl najlepsze dokonania Massive Attack, inspiracja Portishead, Morcheeba, Crustation a wszystko owinięte świeżym, ciepłym wokalem Nawel Saôdi. W mojej świadomości ten album zapisze się jako bezkonkurencyjne połączenie ciepłych pastelowych form z dusznym i mrocznym rdzeniem, w prostej linii kontynuujący dokonania mistrzów z Bristolu. Drżyjcie angole, Francja nadciąga!

płytka po kliknięciu na obrazek

piątek, 29 maja 2009

l'eau du robinet

Kiedyś robiłem jakąś wrzutkę l'eau du robinet i jak ktoś chce to może pogrzebać w archiwum mojego bloga. Poznański projekt zanurzony w klimatach Ninja Tune, wpływy Deadelus, Amon Tobin, Sayage jazz machine, Skalpel. Potężna muzyka operująca dźwiękami z pogranicza starego jazzu, elektroniki, triphopu i cholera wie czego jeszcze - cały świat sampli ciętych igłą z chirurgiczną precyzją. Fascynująca podróż przez krainę bitów i jazzu wyryta w czarnym wosku.

Sad salamanders

Sad Salamanders. Ekipa poskładana z potężnych graczy, wymiata fertycznie i koktajlowo, jak pod szklankę Tomma Collinsa na Playboy Mansion u Hugh Heffnera. Inny czas, inne miejsce.

muza w obrazku

Tower the monolith EP

Pegasus jest projektem bazującym na mocnym gitarowym pierdolnięciu powstałym na mocy paktu między muzykami z chłodnych rejonów Auckland - ambientowego Ender i grungeowo rockowego Carthaginian Solution. Riffy nie są nazbyt brutalne, tempo nie jest mordercze, całość nie jest odhumanizowana, więc każdy śmiertelnik może zarzucać przy porannej kawie.

pobieranie nastąpi po kliknięciu obrazka

czwartek, 28 maja 2009

Psychedelic cartoon

Uch...niełatwy dzień po wyjątkowo ciężkiej nocy (ale skądinąd bardzo miłej :) , która zakończyła się późnym rankiem...work mode OFF, lazy hours ON :) kawka, dym i maraton psychodelicznych animacji...









miłego dnia, elo :)

niedziela, 24 maja 2009

Uberlulu

Cóż, z pewną doza ostrożności podchodzę do artystów, płodnych jak mysz workowata, którzy na przestrzeni dwóch lat wydają osiemnaście albumów. Sytuacja diametralnie ulega zmianie jeżeli ów artysta bawi się psychodelikami i niemalże jak Ryan Larkin w okresie swojej kokainowej świetności ma średnio jeden pomysł na twór artstyczny co trzy i pół minuty. Uberlulu. Niezgłębione pokłady złożonych niczym kwas lizergowy i trudniejszych niż dziecko Hofmanna dźwięków, mącą w umyśle wzorowo. Kędzierzawe, rozwarstwione tony, przenoszą w świat pełen dodatkowych bodźców, otwierają we mnie drzwi ukazując niezbadana dotąd przestrzeń. Perfekcyjna zabawa stylem i konwencją, muzyczna podróż od Bristolu po Detroit, w której każdy odnajdzie swój kawałek dźwięku. Cholernie dobra i zaskakująca muza, do tej pory udało mi się przebrnąć przez "LSD" i "Bordel ! Désordre !" s'écria, hébété, le monarque devant son feu de cheminée", ale trza ogarnąć resztę :)

klik w okładeczkę

czwartek, 21 maja 2009

Czarny Kot

Czarny Kot, to niezwykle przyjemny i kulturalny monopol na mojej dzielni ale również niełatwy album łódzko wrocławskiego producenta, pełen starannie wyselekcjonowanych dźwięków niejednokrotnie nieokreślonej proweniencji. Album wypełniony cyfrowa intensywnością poszarpany, pognieciony z jednej strony sterylny i matematycznie chłodny z drugiej pełen ciepła, owinięty dętymi potokami, dubową przestrzenią i rockowym pomrukiem. Dużo lżejszy i łatwiej przyswajalny od Bergmanoramy, idealnie dopracowany warsztat i niczym nie zmącona kooperacja między żywym instrumentem a cyframi. Chłonąć, rozkminiać, nie zamykać się w stylach i poszukiwać nowych. Jeżeli nie masz siły i ochoty, brakuje Ci odwagi to pozostań przy monopolu, chociaż tam też powyższe skile mile widziane, elo.

tradycyjnie kliknij w okładkę

Deft Aphid

Odpoczynek od rytmu, eksperymentu i hałasu.

Kliknij okładkę żeby pobrać.

piątek, 15 maja 2009

kanał audytywny

Aspirations to Fail and Disappoint

Niesamowite, psychodeliczne, awangardowe...są długie gitarowe struktury, senne leniwe opowieści, jest krautrock, hołd ośmiomiobitowcom i płynna niczym nie zmącona historia. Płytka nasycona zrównoważonym dźwiękiem, czysta i pełna jak wzorowy psychodeliczny trip.

Obydwie części Aspirations to Fail and Disappoint i inne zajawki TUTAJ.

shemale ZERO

Kliknij obrazek

czwartek, 14 maja 2009

czwartek, 7 maja 2009

Jak hartowała się stal 5 czyli bęben jest duchem

Zawsze jak robi się ciepło mam zajawkę na reggae. Wszystko. Roots, dancehall, ragga, dub...Zatem w cyklu moich muzycznych inspiracji nietuzinkowa sylwetka gościa, któremu dżungla zesłała bębny :)
Lee "scratch" Perry, salvador dali reggae, założyciel Upsetter Rec., ojciec chrzestny Boba Marleya ale przedewszystkim twórca kolażowych, pełnych rytmicznych ekstrawagancji, potężnych rytmów. Muzycznie Perry podróżował od roots poprzez psychodeliczny, abstrakcyjny dub po dźwięki zwiastujące hiphopową rewolucję. Podawał się za Supermałpę, obcego, pół-człowieka pół-maszynę a w wolnych chwilach pochłaniał niezliczone ilości rumu i wręcz nieprzyzwoite ilości marihuany. Studio obwieszał osobliwymi fetyszami, modlił się do kiści bananów a branże muzyczną uważał za siedlisko pasożytów. Z czasem zatracił kruchą granicę między rzeczywistością a imaginacją ale nigdy nie stracił pasji. Utrzymywał idealną symbiozę między naturą a nową technologią, podkreślając na każdym kroku, że to co co nagrywa jest kreacją, tworzeniem życia, żywym organizmem. O Lee Perrym mógłbym pisać jeszcze długo i rzucać dziesiątkami histori z jego dotychczasowego życia ale zamiast tego sami posłuchajcie :)

Slava


Slava kojarzy mi się z szerokim wachlarzem stylów i zachowaniem przy tym zajebistej spójności w treści. Mowa o płytce sunflower. Wszystko oscylowało wokół downtempo, luźnego beatu i jazzu wymieszanego z instrumentalami utrzymanymi w smakowitej w hiphopowej konwencji. Czego możemy się spodziewać po Neon Life? Historii. Historii o mokrych ulicach, neonach których blask odbija się w spokojnych kałużach wielkiego miasta, pulsującej aury zadymionych barów i ... disco. Disco sponsoruje płytę. Chropowate, inkrustowane szorstkim brzmieniem z charakterystycznymi analogowymi syntezatorami. Disco, które trzyma się pewnych torów ale ucieka przy każdej okazji w boczne uliczki, których nazwy kojażą się z elektro, synth wave i wysterylizowanym brzmieniem. Mnie płytka urzekła ;)

do nabycia za free w momentsound.com, jedynej wytwórni, która mnie zlinkowała :)

wtorek, 5 maja 2009

Jak hartowała się stal vol. 4

Tym razem w konwencji ziomala z Netmuzyki czyli kolejna, tym razem klipowa odsłona numerów/płyt/składów, które w pewien sposób ukierunkowały mnie muzycznie.
Kanał Audytywny zdefiniował mi na nowo hiphop i otworzył na pojęcie abstract.



Duszny, neurotyczny nastrój i teledysk w konwencji noir. Portishead to kwintesencja stylu, niemalże podręcznikowa definicja triphopu, skupiająca w sobie właściwą barwę tego gatunku, aksamitna fakturę i przesiąkniętą papierosowym dymem przestrzeń. Coś pięknego.



A na koniec w ramach bonusu, niesamowicie pozytywny klip Chemical Brothers.

niedziela, 3 maja 2009

Adolf plays the jazz

Nie sugerujcie się nazwą...w środku znajdziecie niesamowicie gęste dźwięki, momentami wręcz ocierające się o lekki industrial. Przechodzę właśnie fascynację ich ostatnia płytką - Stealth EP. Soczyste gitarowe struktury, w tle samplowane, niemalże niesłyszalne szepty i reasumując - postrockowa estetyka wpisana w ramy ostrego grania. Polecam w całości i osobno.

Ściągaj tutaj.

sobota, 2 maja 2009

Alicja w krainie czarów

Właśnie wyczytałem, że za rok Tim Burton podaruje nam "Alicję w krainie w krainie czarów". O czym jest Alicja chyba pisać nie muszę. Dla niewtajemniczonych lakonicznie i ekspresowo, to taka historia o paniusi, która wychyla niewiadomą zawartość buteleczki, następnie zjada ciasteczko i koniec końców zabiera się za grzyba, na którego kapeluszu siedzi sobie Pan Gąsienica i pali nargile...Gdzieś tam po drodze jakby było mało Alicja wypija "obłąkaną herbatkę" w towarzystwie Marcowego Zająca i Kapelusznika...co ja o tym myślę pozostanie we mnie. W takim wypadku pytanie Alicji "Kim na Boga jestem? Ach, oto wielka zagadka!" nie powinno już nikogo dziwić...

A zatem żeby było też muzycznie najpierw klip:



a potem graficzna wstawka (autor: Ssselena)

(btw, rozwala mnie dekadencko perwersyjny klimat tej pracy :) . Ana, jak masz coś przeciwko to pisz, usuniemy :)

Inwazja ze wschodu

Bezbłędne dźwięki przemierzające rejony ambientu i downtempo, ocierające się o jazzową estetykę i kameralne instrumentale w których Rubyteno rozpostarł całe spektrum wszelkich uczuć. Absorbuje całkowicie i mimo że czerpie garściami z wszelkich konwencji i patentów, jest to piękna, wielopoziomowa, muzyczna konstrukcja.

Z tej samej stajni awangardowy psycho chill w wykonaniu Tetarise. Leciutka hipnotyzująca muzyka, czasami przemycająca przybrudzone chropowate dźwięki, idealna na wiosenno-letnie melanże :D

Cała pula do zgarnięcia w moskiewskim Aventuel Netlabel.