piątek, 27 listopada 2009
Selektida
Podsumowanie pięcioletniego doświadczenia IJO czyli dokładnie tyle, ile upłynęło od Computer Pop, ostatniej epki wydanej dla litewskiego Sutemos. Szeroki zakres gatunków i stylów, od spokojnych ambientowych tekstur, przez jazz, electro aż po agresywny odhumanizowany drum'n'bass. Trzy krążki, 35 numerów, które powstawały między Londynem a Kłajpedą plus jak zwykle w przypadku Sutemos, album z niezwykłymi fotami, stanowiącymi idealną ilustrację do zawartych na Selektida dźwięków.
Etykiety:
ambient,
atmospheres,
chilled beats,
d'n'b,
dirty beats,
electronica,
experimental,
inne
środa, 25 listopada 2009
Mushroom People, Mushroom Kingdom, Mushroom Drums
"Co jeśli idąc wzdłuż widzisz więcej niż chcesz… Co jeśli z zatłoczonej uliczce zobaczysz coś czego nie powinieneś, biorąc pod uwagę to co już wiesz. Możesz potrząsnąć głową i odejść jakby nigdy nic, a możesz też przyjąć fakt, że na świecie jest więcej rzeczy niż myślimy. Może rzeczywiście to jest bramą do innego świata. Jeśli zdecydujesz się zajrzeć do jego wnętrza, może odkryjesz nieoczekiwane rzeczy”
Shigeru Miyamoto, twórca fenomenu jakim jest Mario Bros
Dzisiaj Mario to już nie tylko postać z gier. Zawładnął umysłami wielu ludzi na świecie i wstrząsnął całą popkulturą. Stał się inspiracja do tworzenia setek niezliczonych gadżetów, komiksów, kreskówek czy spektakli teatralnych. Musiałbym poświęcić kilka tygodni żeby chociaż w drobnej mierze ogarnąć tutaj zjawisko jakim jest Mario Bros. Chciałem się za to zabrać ale niestety, chciałbym również zrealizować kilka innych zajawek - skończyć historię Aphex Twina, zacząć historię Kraftwerk i inne pomniejsze wrzuty a Mario potrzebuje całkowitego oddania. Sercem i duchem ;)
Na otarcie łez mały trybucik w stronę pana Koji Kondo, twórcy legendarnej muzyki z serii gier Super Mario Bros. Pozdrawiam.
Na otarcie łez mały trybucik w stronę pana Koji Kondo, twórcy legendarnej muzyki z serii gier Super Mario Bros. Pozdrawiam.
Swieże buły prosto z sieci
Dzisiaj mniej opisowo a bardziej informacyjnie czyli co nowego na scenie netaudio.
"nieistotne jest czy znałeś Mirrandę czy nie, czy wierzysz w to, że żyła czy nie…wszyscy codziennie nosimy jej część w naszych sercach"
Album Black Glass - Morphine czyli pełna psychodelii i mroku, narkotyczna podróż w krainę hipnotycznych brzmień lo-fi, szumów, trzasków, przepuszczonych przez całe spektrum analogowych efektów, za które odpowiada Mirrorman, wspierany przez dwie niesamowite wokalistki - Idden i Lolithę. Trip hopowe arcydzieło, wymykające się jakimkolwiek standardom, świeże i dostępne całkowicie za darmo, stanowi jedynie przedsmak nadchodzącej płyty Holy Rain, która ma być ostatnim wydawnictwem grupy. Z pełna premedytacją mogę stwierdzić, że jest to najlepszy album z jakim miałem okazję spotkać się od kilku lat. Tego nie da się przełożyć na tekst, w żaden sposób przefiltrować przez słowa...MA-SA-KRA-TOR...Wielkie, wielkie dźwięki i dzięki Mirrorman.
TUTAJ możesz pozwiedzać a TUTAJ pobrać album.
A tymczasem zajebisty polski Chill label serwuje nam płytkę tajemniczo zatytułowaną A Tribute to LHC, będącą kompilacją, wydaną z okazji ponownego uruchomienia Wielkiego Zderzacza Hadronów, która stanowi specyficzny hołd dla najpotężniejszej maszyny jaka kiedykolwiek wyszła spod ludzkiej ręki. Siedem unikalnych utworów inspirowanych genewskim wydarzeniem z 20 listopada. Niesamowite dźwięki a skala rozpiętości od ambientowych pejzaży, poprzez electro na agresywnym d'n'b kończąc. Promo video poniżej a płytka TUTAJ.
Na koniec zip. prosto od założycieli włoskiego A quiet bump czyli Carmine Minichiello i Raffaele Gargiulo jako Jambassa, tłusty i zadymiony dubowy projekt, pełen wyrafinowanych dźwięków, które zadowolą największych malkontentów tego stylu. Siedem numerów wypranych z jakiejkolwiek monotonni, niejednokrotnie tak charakterystycznej dla tego gatunku, idealnych do popołudniowego lolka i soft drinów mu towarzyszących. Można łyknąc w TYM miejscu.
"nieistotne jest czy znałeś Mirrandę czy nie, czy wierzysz w to, że żyła czy nie…wszyscy codziennie nosimy jej część w naszych sercach"Album Black Glass - Morphine czyli pełna psychodelii i mroku, narkotyczna podróż w krainę hipnotycznych brzmień lo-fi, szumów, trzasków, przepuszczonych przez całe spektrum analogowych efektów, za które odpowiada Mirrorman, wspierany przez dwie niesamowite wokalistki - Idden i Lolithę. Trip hopowe arcydzieło, wymykające się jakimkolwiek standardom, świeże i dostępne całkowicie za darmo, stanowi jedynie przedsmak nadchodzącej płyty Holy Rain, która ma być ostatnim wydawnictwem grupy. Z pełna premedytacją mogę stwierdzić, że jest to najlepszy album z jakim miałem okazję spotkać się od kilku lat. Tego nie da się przełożyć na tekst, w żaden sposób przefiltrować przez słowa...MA-SA-KRA-TOR...Wielkie, wielkie dźwięki i dzięki Mirrorman.
TUTAJ możesz pozwiedzać a TUTAJ pobrać album.
A tymczasem zajebisty polski Chill label serwuje nam płytkę tajemniczo zatytułowaną A Tribute to LHC, będącą kompilacją, wydaną z okazji ponownego uruchomienia Wielkiego Zderzacza Hadronów, która stanowi specyficzny hołd dla najpotężniejszej maszyny jaka kiedykolwiek wyszła spod ludzkiej ręki. Siedem unikalnych utworów inspirowanych genewskim wydarzeniem z 20 listopada. Niesamowite dźwięki a skala rozpiętości od ambientowych pejzaży, poprzez electro na agresywnym d'n'b kończąc. Promo video poniżej a płytka TUTAJ.
Na koniec zip. prosto od założycieli włoskiego A quiet bump czyli Carmine Minichiello i Raffaele Gargiulo jako Jambassa, tłusty i zadymiony dubowy projekt, pełen wyrafinowanych dźwięków, które zadowolą największych malkontentów tego stylu. Siedem numerów wypranych z jakiejkolwiek monotonni, niejednokrotnie tak charakterystycznej dla tego gatunku, idealnych do popołudniowego lolka i soft drinów mu towarzyszących. Można łyknąc w TYM miejscu.
Etykiety:
atmospheres,
brudne dźwięki,
chilled beats,
dub,
electro,
experimental,
KLIPY,
psychedelic,
triphop,
vibe
poniedziałek, 23 listopada 2009
Ticking away the moments that make up a dull day...
Czas...Larwa wieczności, łudzi, pożera, coraz bardziej zabrudzony płynie a zmarnowany - nie istnieje nawet we wspomnieniach...I przemyka nam linearnie od punktu do punktu a to co po drodze ucieknie ciężko później dogonić...Dzisiaj jestem nad wyraz frustrado...nad wyraz furioso...idę szybko, może już biegnę, może coś gonię...ostatni wpis na dzisiaj, elo :)
Sensimusic
Złapałem kiedyś taką trochę z dupy wziętą zajawkę, żeby zrobić drugiego bloga, co oczywiście wdrożyłem w życie - mowa o sensimusic. Projekt zupełnie niepotrzebny, umarł śmiercią naturalną z zapomnienia ale kilka rzeczy chcę ocalić i wrzucam je tutaj hurtem, zatem kupą mości panowie, dubowo i do przodu ;)
Wytwórnia LCL jest jak mekka dla prawdziwych mudżahedinów dźwięku z okolic roots dub reggae. Krótki chronologiczny rys przedstawia się następująco -na przestrzeni lat '00 - '02 Les Cristaux Liquident, znany elektroniczny skład z Francji, ewoluował do formy szeroko pojętego kolektywu aby u schyłku roku '04 przepoczwarzyć się w coś co można nazwać meta kolektywem o uroczej nazwie Agrum. Konglomerat muzyczny który miał na celu szerzenie elektronicznych zajawek, które to w roku bodajże '05 zaowocowały muzycznym wydarzeniem pod szyldem Electronic Encounters i równie szybko jak powstał ten dźwiękowy split uległ on rozkładowi. Jednakże korzeniami LCL, ich rdzeniem zawsze była wolność i kultura open source, bazowy składnik ich artystycznej drogi. Mieli silne parcie na rozwój w lokalnym środowisku poprzez szerzenie wszelkich wolnych form twórczości co przełożyło się bezpośrednio na zorganizowany w '07 roku festiwal Dub en sauce podczas którego to oprócz rzeczonej wolności na światło dzienne wyszły ich najbardziej osobiste intymne projekty, prywatne zajawki obracające się bezsprzecznie w kręgu jamajskiej kultury. Kolejna edycja Dub en sauce rozegrała się rok później w Montpellier a jak przedstawia się rok bieżący pojęcia nie mam. Na chwilę obecną LCL oferuje nam darmowe tuny takich tuzów jak Volfoniq, Tribuman czy Solo Banton. Zresztą sami to sprawdźcie TUTAJ.
Dub One! solo rozpierdala mięczaków różnorodnością dźwięków, bawi się stylem, wciska nam w uszy gęsty dub, hiphop, cięty jazz a wszystko w klimacie gorącej jamajki, zatłoczonych ulic i ciemnych zadymionych knajp. Album w okładce.
Togetha Brotha Soundsystem czyli banda nawijaczy, dubmasterów, instrumentalistów i didżejów tworząca zwarty skład specjalizujący się w spontanicznych akcjach melanżowych rodem z holenderskiego Ultrecht. Dopracowane, kontrolowane brzmienie i ciepły vibe, do chłonięcia po kliknięciu w powyższe logo.
Niesamowicie gęsty i zadymiony roots dub z wysoce niepoprawnej wytwórni 4 Weed. Silna basowa pulsacja, rootsowy flow w kooperacji z Brothers Culture i idealne dopełnienie słodkiego porannego afterglow.Aphex Twin czyli Kladfvgbung Micshk, akt III.
Kontynuując przerwany wątek, nie ukrywajmy, że numer Come to daddy w dużej mierze zasłynął dzięki ostremu i bezkompromisowemu klipowi w reżyserii Chrisa Cuninghama. Przyznam szczerze, że kiedy go zobaczyłem go po raz pierwszy, przyczynił się on do redefinicji mojego pojęcia klip. Chłodna kolorystyka, maksymalna ekspresja, wyraziste dzieło, cudownie obłąkane i idealnie zsynchronizowane z muzyką Rycha...to się ogląda :) Z ciekawostek dodam, że klip był kręcony w lokacjach, których użył Stanley Kubrick w swojej kultowej Mechanicznej Pomarańczy :)
"Jest tworzenie muzyki i robienie płyt. Kiedy tworzę muzykę, robię to tylko dla siebie. Kiedy robie płytę, umieszczam na krążku jakieś nagrane wcześniej kawałki z myślą o karierze, pieniądzach, całym tym biznesie, który z samą muzyką tak naprawdę niewiele ma wspólnego"Cunnigham przypomni o sobie za dwa lata, kiedy AT z hukiem wraca szlagierowym numerem Window Licker i za sprawą teledysku stylizowanego na tandetne i pozerskie, rapowe klipy, daje się poznać wielu ludziom, którzy wcześniej nie mieli okazji o nim usłyszeć. Sam klip jest prześmiewczym arcydziełem. W pierwszych czterech minutach pada 127 przekleństw, limo Ryśka liczy 38 okien a sam AFX, demonstruje swoja groteskową, taneczną umiejętność wywijając parasolem z logo AT przy czym całość utrzymana jest w kuriozalnym tonie czarnych teledysków ;)
Mijaja dwa lata, pojawiają się pogłoski, szepty o jakimś nowym projekcie i bum! dostajemy witrynę Druqs będącą zajawką mającego nadejść w 2001 roku albumu. A już obawiałem się, że Rychu dotrzyma słowa i przestanie składać nowe krążki, dając się pochować z tym, co do tej pory stworzył. Ale to były tylko groźby bez pokrycia...Tym razem Richard nam się w pełni obnażyl poprzez swoje surowe, aseptyczne tuny, przez które przefiltrował wątki rodzinne, dzieciństwo, wiarę i istotę rzeczy - problemy z narkotykami. Nasz obrazoburca IDM wrócił z nowymi puzzlami, pełnymi elementów nadziei, smutku i tęsknoty ulepionymi z róznych dziwnych dźwięków. Mamy fortepian, klawesyn, lizerginowe szumy, zmysłowe analogowe wycieczki, mechaniczne tła i wszczepiony w nie bezkompromisowy drill'n'bass. Aphex Twin uderza na poziomie osobistym, ostro, szybko co nie każdemu przypadnie do gustu i zaczynanie przygody z jego twórczością od tego albumu nie będzie trafionym pomysłem....
Na kolejny album musimy poczekać trzy lata, niewątpliwie warto, wszakże będzie to 26 remiksów zrobionych dla hajsu...;)
Mijaja dwa lata, pojawiają się pogłoski, szepty o jakimś nowym projekcie i bum! dostajemy witrynę Druqs będącą zajawką mającego nadejść w 2001 roku albumu. A już obawiałem się, że Rychu dotrzyma słowa i przestanie składać nowe krążki, dając się pochować z tym, co do tej pory stworzył. Ale to były tylko groźby bez pokrycia...Tym razem Richard nam się w pełni obnażyl poprzez swoje surowe, aseptyczne tuny, przez które przefiltrował wątki rodzinne, dzieciństwo, wiarę i istotę rzeczy - problemy z narkotykami. Nasz obrazoburca IDM wrócił z nowymi puzzlami, pełnymi elementów nadziei, smutku i tęsknoty ulepionymi z róznych dziwnych dźwięków. Mamy fortepian, klawesyn, lizerginowe szumy, zmysłowe analogowe wycieczki, mechaniczne tła i wszczepiony w nie bezkompromisowy drill'n'bass. Aphex Twin uderza na poziomie osobistym, ostro, szybko co nie każdemu przypadnie do gustu i zaczynanie przygody z jego twórczością od tego albumu nie będzie trafionym pomysłem....Na kolejny album musimy poczekać trzy lata, niewątpliwie warto, wszakże będzie to 26 remiksów zrobionych dla hajsu...;)
Etykiety:
inne
sobota, 21 listopada 2009
16 wersów

18 listopada 2009 do gry wrócił label 16 Wersów, znane wydawnictwo non profit poruszające się na pograniczu jazzu i hip hopu z naciskiem na eksperymentalny i swierzy charakter tych gatunków. Ich płyty to nierzadko kolaboracja dźwięku z szeroko pojęta sztuką zamykającą się chociażby w fotografii, etiudzie filmowej czy komiksie. Można ściągać wszystkie wydane do tej pory albumy albo zamówić wybrane pozycje w formie kolekcjonerskich digipack'ów które sprzedawane są po kosztach produkcji chociażby Tutaj.
Równolegle z labelem działa Stowarzyszenie 16 wersów, zajmujące się wspomaganiem rozwoju i promocji szeroko pojętej kultury alternatywnej, skupiając się głównie na muzyce i powiązanych z nią sztukach wizualnych, osiągając ten cel poprzez prowadzone warsztaty, eventy aż po długofalowe działania typu wytwórnie muzyczne.Tyle chciałem w ramach tego tematu napisać. Pzdr.
Etykiety:
inne
czwartek, 19 listopada 2009
Aphex Twin vol. 2
Kiedy byłem mały słyszałem dźwięki, melodie, które przemawiały do mnie podczas snu, a ja myślałem, że to może być zajebiste (...) Wtedy podsunąłem sobie pomysł żeby wysnić muzykę, żeby poprowadziła mnie ona we śnie, ale zatrzymałem się gdyż było to zbyt trudne do transkrypcji...
Dwa lata po przełomowej płycie SAW otrzymujemy jej trudniejszą kontynuację w postaci SAW vol. 2. Dręczące dźwięki, stosowane, schizofreniczne w żaden sposób nie ocierające się o pluszowy easy listening. 70 minut wypełnionych bezimiennymi utworami, ktorym możesz nadać własne nazwy, co tworzy swoistą formę zabawy z odbiorcą. Jednak prawdziwe dzieło nadchodzi w roku 1995 kiedy to nakładem WARP rec. ukazuje się płyta pełna wielopoziomowych struktur, skomplikowanych jak to tylko możliwe jednak nie na tyle aby były trudna do podejścia.Skomponuj piękne melodie - to prawdziwe wyzwanie...
Na jednym biegunie drapieżne tuny z drugiej strony utwory lekkie i nieskomplikowane. Dźwiękowy chaos, rodzaj muzycznej schizofrenii albo po prostu I care because you do. Warto wspomnieć ale pozostaje to w sferze spekulacji, że utwory At the Heart of It All i The Beauty of Being Numb, które trafiły na płytę Nine inch Nails - Further Down the Spiral są kawałkami, które nie weszły na wspomnianą płytę Ryśka. Przy okazji powszechnie uważa się, że stanowią one hołd, lecz nie dla NIN ale dla Coil i ich albumu z roku '84 o nazwie Scatolo.
Tyle gwoli domysłów ponieważ nadchodzi krążek Classics, który za siedem lat zostanie wybrany przez Q magazine, jednym z 50 najcięższych albumów wszechczasów. Co w środku? Zbiór numerów z Digeridoo i Xylem Tube EP plus całkowicie nowe kompozycje. Numery w stylu Polynomial-C od którego nie sposób się uwolnić, analogowe syntezatory zajawki w klimacie acid house i d'n'b. Tona dobrych brzmień agresywnych w każdym calu.
Pomijam epki i wydawnictwa ukazujące się pod pseudonimami żeby nie tworzyć niepotrzebnego chaosu i zatrzymajmy się w roku '97, kiedy to kolejne koszmarne dziecko Aphexa przychodzi na świat. Mowa oczywiście o mini albumie Comme to daddy, który zna każdy czytelnik tego bloga a jeżeli nie to znaczy że nieuważnie go przegląda i jego strata. W nasze drżące łapki trafia właśnie dźwiękowa epopeja. W błędzie jest ten, kto myśli że całość trzyma industrialny styl tytułowego utworu. Nic bardziej mylnego.Wystarczy posłuchać IZ-US, utwór wykorzystujący jazzowe perkusje, uspokajający Funny Little Man, w który wpleciono dziwne wokalne sample czy wykręcony Film, optymistyczny i oparty na wesołej melodii numer zakończony ofertą seksu analnego zapodaną przez apple'owski PlainTalk. Grzechem było by nie wspomnieć o klipie. Ten grzech właśnie popełniam, bo kurewsko chce mi się spać i poświęcę się temu video w weekend w klejnej odsłonie twórczości Ryśka. Elo i dobranoc.
Etykiety:
inne
Aphex Twin, mozart elektroniki, odsłona pierwsza.
Jak hartowała się stal czyli początki...No więc od początku...Aphex Twin aka Caustic vel Polygon Window, AFX, Power Pill, GAK, Rich i Mike & Rich...z cywila i dowodu niezmiennie - Richard D. James, człowiek o tysiącu twarzy, pseudonimów i kreacji swoja przygodę z dźwiękiem rozpoczął na poważnie od stanięcia na podium w konkursie na generowanie dźwięków za pomocą komputera ZX spectrum ;) Nasze drogie dziecko zacnego ośmiobitowca i wiertarki bardzo szybko zyskał status artysty kultowego w tak rozbieżnych gatunkach jak ambient czy electro drill'n'bass a podwalina dla tej popularności stał się niewątpliwie album Analogue Bubblebath vol.1, krążęk nagrany w wieku niespełna 17 lat do spóly z ziomem z Global Communication, bardzo szybko trafił na antenę pirackiego radia Kiss FM. Nie znajdziesz tam jeszcze kombinacji nadpobudliwych perkusji, melodycznych pętli, pięknego i czystego hałasu wydobywającego się z jego własnej budowy syntezatorów. Znajdziesz jednak początki geniuszu. Liczba kopii nikczemna dystrybucja niemalże zerowa ale nie przeszkodzilo to Aphexowi w żaden sposób wydać kolejno woluminów 2,3,4,5 ktore zniknęły ze sprzedaży rownie szybko jak się pojawiły ( były jakieś reedycje, widziałem ostatnio na allegro vol. 3). Kolejno były Melodies for Mars i żeby było zabawnie płyta nigdy nie została wydana, co nie zmienia faktu że jej sobie słucham pisząc tą wrzutkę ;) Identyczna sytuacja miała miejsce w przypadku TAN-109.
Jak na prawdziwego artystę przystało Rich w porę porzucił studia żeby nie zaprzątać sobie głowy pierdołami i całkowicie oddał się muzyce, kopulując z krzywymi tunami i gwałcąc krnąbrne dźwięki zaczął wydobywać z każdej patologicznej melodii cząsteczki, które powolutku budował y jego własny styl, co zaowocowało także własną wytwórnią Rephlex dla której wydaje niezmiennie od 2004 roku czyli od chwili wygaśnięcia dziesięcioletniego kontraktu ze skądinąd zajebista wytwórnią WARP. W parze z zajebistością z WARP szły niestety ograniczenia, którym AFX przeciwstawiał się wydając lawinowo to co narodziło się w jego głowie w postaci epek pod różnymi pseudonimami, których nawet połowy nie jestem w stanie zapamiętać.
"Nie lubię słowa ambient, nie słucham takiej muzyki. Wolę rzeczy, które wciąż trzymają mnie w napięciu, dynamiczne rzeczy. naprawdę nudzą mnie wiecznie powtarzające się loopy - potrzebuję czegoś, co będzie zwracać moją uwagę".
W roku 1992 AT przedefiniował słowo ambient rzucając światu wielowątkową hybrydę w postaci Selected Ambient Works ’85 – ’92 albumu, który zapisał się w histori syntetycznej muzyki po wszeczasy. To nowatorskie podejście do tematu ale także dyskurs z przeszłością, z twórczością Eno, Jarra, Tangerine Dreams czy Kraftwerk...Żeby napisać o nim cokolwiek konkretnego muziałbym rozbic go na poszczególne numery ale nie mam na to najmniejszej ochoty, każdy może płytkę w ten czy inny sposób zdobyć i zobaczyc o co w tym chodzi. Ogólna refleksja nad tym dziełem może być taka, że podarowano nam album odhumanizowany a z drugiej strony najbardziej człowieczy w jego dorobku. Taka jest moja opinia. Złowrogie Hedphelym koegzystuje bez zgrzytów z nostalgicznym Actium czy niebywale klimatycznym We Are The Music Makers, bardzo organiczne, stwarzające niezwykłe poczucie bliskości dźwięki, najciekawsze jakie kiedykolwiek stworzono przy użyciu klawiatury i komputera.
Na ciąg dalszy musisz poczekać ;)
Etykiety:
inne
muzyka na słuchawkach, to moja garda..;)
Garda przeciwko złym nastrojom, chujni i całemu syfowi, który mnie próbuje napaść. Dzisiaj pojadę sentymentalnie. Kolejna płytka sprzed kilku lat a na niej wolnostylowy kocur Grande Pe, zaginająca czas i słowa Lady Mocca oraz poskramiacz kosmicznych dźwięków z planety Panama - Mista Pita. Luźny, spontaniczny dancehallowy projekt wyginający ciało i umysł w popłyniętym rytmie hardcore ragga. Duża dawka ironii, pełny dystans do gatunku a gościnie Dreadsquad i De.eR. Wrzucam na uszy i pędzę w znane tylko mi miejsce gdzie podelektuję się tunami tej ragowej bojówki stanowiącej odłam jednego z najlepszych panamskich boyzzbandów - Cinq G. Elo.Zip w okladce powyżej.
środa, 18 listopada 2009
Aphex Twin or there's a very fine line between being scared and concerned...
Radykalne, bezkompromisowe, brutalne i introwertyczne. Natarczywie wdzierające się do waszych głów przeklęte dźwięki, ponure jak huta Sędzimira i pogoda za moim oknem.
No i Ventolin Steve Doughton'a, którego niestety za cholerę nie moge tutaj wrzucić. Pzdr.
wtorek, 17 listopada 2009
Kraj specjalnej troski
Polska. Tradycja, wychowanie, historia, obrzyganie. Kraina nierówności społecznej, w której rządzący nie potrafią poradzić sobie z teraźniejszością rozszarpują od lat przeszłość, grzebią się w jej flakach, ujebani po zęby z dziką satysfakcją krzyczą rozliczony! Kochany kraj, gdzie beznadziejność wykracza daleko poza granice zdrowego rozsądku a codzienność przypomina absurdalny survival. Można rzucać przykładami, można pisać godzinami. Nie warto. Szkoda na to wytracać czas.
Polskiej chorej duszy ten wpis dedykuję...
Polskiej chorej duszy ten wpis dedykuję...
niedziela, 15 listopada 2009
pop porn
Fluydo. Duet muzyków i performerów, który tworzą - Antonio Montemiglio, były architekt, który zrobił sobie przerwę w pracy i poswięcił projektowi w który zaangażował Barbare 'Tico' Zuccaro, artystkę, poza muzyka zajmująca się dizajnem i malarstwem. Owocem ich pracy było kilka płytek, które zacząłem poznawać dopiero od pierwszej wydanej na licencji CC.
7 Foll Moons, projekt zrodzony we wrześniu '07, po tym jak muzycy wreszcie uwolnili się od fizycznych ograniczeń wydawnictwa i dystrybucji mogli rozłożyć tworzenie albumu w czasie, zebrać grono ludzi i wpólnie stworzyć wolny projekt, wydając po jednym tracku po każdej pełni księżyca. Taka był koncepcja albumu, którego nagrywanie rozłożono na 7 m-cy. Eklektyczne dźwięki z pogranicza electro i rocka w tle pobrzmiewający lekki funk i groove. Gitarki, zdecydowane, leniwe ale nie rozlazłe bity a to wszystko spięte do kupy hipnotycznymi wokalami. Po tej płytce o nich zapomniałem. Do wczoraj, kiedy to otrzymałem maila z zajawką ich nowej epki.
The Gang Bang to nic innego jak siedem remiksów utworu z epki Soudorgasmic, utrzymanej w klimacie soft erotic electro, stworzonej przy okazji artystycznego eventu Pop Porn,
imprezy odbywającej się w Rzymie w styczniu bieżącego roku, w która angażuja się performerzy, plastycy i projektanci. Soundorgazmic stal się oficjalnym soundtrackiem tego wydarzenia. Ale wracając do The Gang Bang...oryginalny utwór staje się tutaj bodżcem, pretekstem do stworzenia całkowicie nowej konstrukcji opartej o syntetyczne dźwięki, z jednej strony zmysłowe, w innym miejscu duszne momentami jak dla mnie nie do przetrawienia, męczące. Tyle mamy na Jamendo.
Na oficjalnej stronce Fluydo można pobrać kolejny numer 7 Times , zip zawierający kawałek, klip (dwa wpisy niżej;) i przyjemny dla oka booklet z tekstem numeru i lekko rozerotyzowanymi fotkami. To by było w zasadzie na tyle. Pzdr.
Etykiety:
brudne dźwięki,
chilled beats,
electro,
inne,
KLIPY,
rock
Psychodeliczny styl
"Z matki obcej; krew jego: dawne bohatery, A imię jego: czterdzieści i cztery..."
Miało być o Fluydo ale to innym razem. Wieczór. Grubo po 17, kolory spływają z budynków, cisza traci swój kształt, pogrzebana pod dusznymi tunami sączącymi się ze słuchawek. Księga Tajemnicza. Prolog. Album, do którego dojrzewałem dekadę. Po raz pierwszy wpadł mi w ręce pod koniec lat '90 i kurwa, wrzasnąłem, co za sajko! Ciężko mi było uwierzyć, że inspiracją do tworzenia dla chłopaków z katowickich Bogucic był „Ring, ring, ring” De La Soul. Rozsłuchany wówczas w zupełnie innych dźwiekach, mimo wszystko sceptycznie podszedłem do tematu i płyta koniec końców wylądowała gdzieś w szufladzie. Wracała sporadycznie, nie przemawiała do mnie w pełni. Do teraz. Odkurzona przez przypadek, podczas grubej nocnej nasiadówy, gdzieś na youtube uderzyła we mnie konkretnie. Nie, to nie było uderzenie, to było pierdolnięcie. Duszne, ciemne, bity Feel-X'a, chaotyczne i nieprzeniknione, neurotyczne wokale, przesycone zawikłaną metaforyką, coś co dla mnie, małolata wówczas, było nie do ogarnięcia. I nagle bum! Wwierca mi się w umysł cały jej symbolizm, wykastrowany z prostych alegorii, przez co niedostępny dla wszystkich, bucha w głowie idea sajko rapu rozrywająca swoim szaleństwem mózg, dla przeciętnego zjadacza chleba pozostająca poza zasięgiem. Rap dla wybranych, kreacja, która nie dokońca rozumiana, mimo swojej oczywistej wielkości zbyt szybko umarła i przypuszczam, że nigdy już w polskim hiphopie nie powróci.Do kupienia w empiku za 30 PLNów.
Etykiety:
brudne dźwięki,
hiphop,
psychedelic
sobota, 14 listopada 2009
Fluydo - 7 Times
Dzisiaj już nie zdążę ale jutro postaram sie zrobic wrzutę o najnowszych produkcjach Fluydo a tymczasem krotka zajawka w postaci klipu.
Słowo na niedzielę
Czy wiesz, że...
...sześć procent Szkotów wierzy, że Adolf Hitler był trenerem niemieckiej reprezentacji w piłce nożnej....
...co dziesiąty reprezentant tego narodu wierzy, że Holocaust to święto z okazji zakończenia drugiej wojny światowej...
...nieznany odsetek narodu Chińskiego - a biorąc pod uwagę liczebność, możemy brać to w gruuuuube tysiące - jest święcie przekonany o tym, że w Szwecji istnieje miasto Chako Paul City (wg innych źródeł - Shakebabo ;) zamieszkane przez 25 tysięcy lesbijek i rzecz jasna, pozbawione jest całkowicie przedstawicieli płci męskiej....
...sześć procent Szkotów wierzy, że Adolf Hitler był trenerem niemieckiej reprezentacji w piłce nożnej....
...co dziesiąty reprezentant tego narodu wierzy, że Holocaust to święto z okazji zakończenia drugiej wojny światowej...
...nieznany odsetek narodu Chińskiego - a biorąc pod uwagę liczebność, możemy brać to w gruuuuube tysiące - jest święcie przekonany o tym, że w Szwecji istnieje miasto Chako Paul City (wg innych źródeł - Shakebabo ;) zamieszkane przez 25 tysięcy lesbijek i rzecz jasna, pozbawione jest całkowicie przedstawicieli płci męskiej....
a TY
w co
wierzysz...?
w co
wierzysz...?
piątek, 13 listopada 2009
Dwie prawie zajebiste płytki
Karolis Burzinskas aka Kafka, mózg Jupiter Makes Me Scream i The Boys Cult, wydał płytkę będącą erupcja świeżych pomysłów i kulminacją znanych zajawek zawartych w jego wczesniejszych projektach począwszy od Converge kończąc na Almost Everything I Want To Say. Postrockowo, elektronicznie i soczyście...przełamuje aurę za oknem. Niemalże ideał...
Nowa epka Mathiasa jest fuzją jazzowych sampli i połamanych bitów, ostro nasycona ciętymi wokalami, leciutka, melodyjna i zadymiona. Dasz wiarę, że zrobił to siedemnastoletni małolat??? Prawie doskonała...Płytki dostępne po kliknięciu w okładkę.
Etykiety:
ambient,
atmospheres,
chilled beats,
electronica,
indie,
nu jazz,
postrock,
schoegaze
I can't hide...
W roku 1965 miała miejsce osobliwa pomyłka, której dopuscił się Bob Dylan. Otóz pomylił on frazę I can't hide z numeru I Want to Hold Your Hand z - jak można się domyslać - I get high, co zaowocowało grubym paleniem blantów przez chłopaków z Liverpoolu i ich przyspieszonym muzycznym dojrzewaniem...Dziękujemy mu za to.
środa, 11 listopada 2009
poniedziałek, 9 listopada 2009
Greetings From The Land of Toys
Viya, the live performance band which frequently takes to the stage in clubs across Taksim / İstanbul and a lot of festivals in Turkey. Viya means 'body surfing' in the Laz language. Formed in june 2008 with Zeynep Türkmen on Violin; Özgür Çakır on Guitar and Sound effects; Barış Demirel on Bass Guitars, melodicas, vocals; Aydın Türkoğlu on Drums .The group is best known for its keenness for improvisation and utilizations with folk, jazz, rock sounds. They just work on their job in a narrow music market about their genre. Their genre doesn't solely comprise eastern culture. Also they use tunes from northern europe and usually use measures 9-8 and psychedelic components . Sometimes the band makes surprise with adding their brothers on different instruments for the live shows. Viya the band which moves with fellowship of Oppa Tzupa Zound Zystem. So they are proceeding with their brothers. Now, they are working on materials for their first album (planning for september 2010).
Etykiety:
experimental,
folk,
inne,
psychedelic,
psychedelic rock
czwartek, 5 listopada 2009
IG88
For the IDMf Netlabel’s second solo release comes IG88’s Mutual Mastication LP, a melodic delight filled with organic-sounding synths sweeping across an ocean of deep rhythms. The ambient textures of this album will leave the listener both happy and melancholic even after listening to it for the fiftieth time, as they will discover new layers to behold in each track — sounds which will echo in their minds as they continue their day. If the weather in Seattle made music…
Etykiety:
ambient,
atmospheres,
chilled beats,
downtempo,
inne
środa, 4 listopada 2009
Music for Ghosts and Serial-Killers
This Soundtrack has been made for Otherside production during the 48H Film Project in Paris. You can have more information about this event on http://www.48hourfilm.com/paris.This Soundtrack has been made in 24H00 in order to fit with the very tight Schedule of the Filmmakers. Not all of the songs were used for the short-movie.
Etykiety:
soundtrack
wtorek, 3 listopada 2009
Fever Ray RA podcast
The newest Resident Advisor podcast, helmed by Fever Ray’s Karin Dreijer Andersson and her touring bandmates.
“…to put together a very special RA podcast in advance of Halloween, featuring tracks that could soundtrack the season. Some are obvious (Shackleton, Burial Hex), some less so (Bruce Haack, Amadou & Miriam) and some take on a new resonance because of the context (Neil Young, Krause Duo). But as Andersson herself puts it, “I think the eclectic and wide range of music makes it more dynamic and more intense. The tracks affects each other, they get even more mean.” We think that once you get done listening to this mixtape-like selection from Andersson and the rest of the Fever Ray touring group, you’ll no doubt agree.”
Etykiety:
atmospheres,
chilled beats,
electronica,
IDM,
indie,
inne,
instrumental,
podcast,
rock
poniedziałek, 2 listopada 2009
niedziela, 1 listopada 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)