środa, 30 grudnia 2009
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Six Figures Getting Sick
Przeżygana etiuda Lyncha, stworzona w czasie studiów na ASP, której realizacja kosztowała 200 dolców...
Spirits Nest
01. Verney 1826 - Ordo Fratrum Minorum (Tor I Edit)02. A Journey of the Mind - In Solonâs Pipe
03. Q_snc - The Minority of A
04. Whispers of Ghosts - The Forest of Shadows
05. Vedan Kolod - У ÐÐ°Ñ ÐÑне
06. The Willow Landscape - The Death of the Troubadour
07. Turnavel - Du Sommeil Et Des Chats
08. Gorthorn - Frozen Heroes of the Great Battle of Ice
09. Symbiosis - Sol Indiges
10. Gothick - Ov Thee
11. Abhorrent Beauty - KURSK in memory of the dead
12. Quentaro - Chant of the Sorcerer
Folk, neoklasyka, dużo ambientu. 54 minuty głębokiego czillautu z rosyjskiego Lomeanor.
Abbey Road
Rok 1967 był niezwykły dla muzyki. Pierwsza płyta Doorsów i Pink Floyd, festiwal w Monterey, Rolling stones w Warszawie, Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band Beatlesów, pierwszy album Davida Bowie...W tym wszystkim skoncentruję sie na Abbey Road. Miejsce szczególne. Kiedy the Beatles nagrywali swój przełomowy album, w studio obok powstawała najbardziej psychodeliczna płyta wszech czasów, album grupy kierowanej przez charyzmatycznego Syda Barretta, który nakreślił nam to, co w przyszłości będzie charakteryzowało dokonania Pink Floyd. Abbey Road, studio, gdzie sciana w ścianę, powstawały dwie płyty stanowiące czołówkę psychodelicznego rocka. Genialna i troche zapomniana...nazbyt przeceniona i znana wszystkim...
Zachowanie Barretta w życiu prywatnym również odbiegało od normy. Według relacji Barrett miał trzymać swoją dziewczynę Lindsay Corner zamkniętą w pokoju przez trzy dni, karmiąc podsuwanymi przez szparę pod drzwiami herbatnikami. Innym razem w napadzie szału okładał ją po głowie mandoliną.
Syd był wielkim człowiekiem u którego w parze z niezwykła wyobraźnia szły skłonności do przemysłowej konsumpcji srodków poszerzających świadomość. W powszechnej opinii właśnie one spowodowały, lub przynajmniej przyspieszyły rozwój jego choroby. Pojawiło się wiele spekulacji na temat psychicznego stanu Syda Barretta. Najprawdopodobniej popadł w psychozę maniakalno-depresyjnej chociaż niektórzy posądzali go o Zespół Aspergera. Kiedy dołączył do kapeli The Tea Set zaproponował im nową nazwę: The Pink Floyd Sound i pod nią zagrali 13 marca 1966 pierwszy koncert w londyńskim klubie Marquee w ramach cyklu imprez Spontaneous Underground. Rok później Barrett był twórcą większości materiału umieszczonego na The Piper at the Gates of Dawn. Spośród 11 piosenek na płycie był autorem ośmiu, a współautorem kolejnych dwóch. Atonalne podróże po klawiaturach, oniryczne, baśniowe teksty, zniekształcone gitarowe dźwięki i pewnym sensie surealistyczny klimat. Płyta wielowątkowa, nasycona klimatem odurzonego Londynu, pełna psychodelicznych dźwiękowych kolaży i improwizacji, wynurzająca się z czystego muzycznego chaosu.
Tymczasem za ścianą powstawała odrobinę przeceniana płyta niemniej jednak warta poznania chociażby dla takich numerów jak Lucy in the Sky with Diamonds, numer jednoznaczny przy czym John Lennon zapewniał, że do napisania utworu zainspirowała go szkolna koleżanka jego syna, który pewnego dnia wrócił ze szkoły z rysunkiem przedstawiającym Lucy. Kiedy John spytał Juliana, kto znajduje się na obrazku, ten odpowiedział: To Lucy na niebie z diamentami. Kolejno - głeboki i filozoficzny Within you without you, pozytywny With a little help from my friends, czy zgrabny ficzuring w A day in the life ;) Album stanowiący kwintesencję psychodelicznego stylu, będący logicznym rozwinięciem płyty Revolver.
Etykiety:
inne,
psychedelic
niedziela, 27 grudnia 2009
Pablopavo Dym Dym
Nowy klip Pablopavo, do numeru Dym dym, który podobnie jak w przypadku tytułowego Telehonu, powstał w wyniku współpracy z grafikiem Łukaszem Rusinkiem.
niedziela, 20 grudnia 2009
Massive Attack inspirowany Damiano
Najnowszy klip Massive Attack zwiastujący mający sie ukazać w lutym krążek Heligoland. Wideo opiera się na scenach z pornola Gerarda Damiano, znanego bardziej jako twórca Głebokiego Gardła natomiast babcia wypowiadająca się w klipie to sama Georgina Spelvin, odtwórczyni roli Justine Jones. Reżyserem klipu jest Tobie Dye.Massive Attack Paradise Circus from sabakan on Vimeo.
The Beatles: Turn off your mind, relax, and float down stream
Oto najbardziej odważny i psychodeliczny utwór na płycie Revolver biorąc pod uwagę zarówno jego strukturę jak brzmienie. Lennon napisał ten numer pod wpływem The Psychedelic Experience, autorstwa T. Leary, R. Alpert i Ralpha Metznera, ksiązki bazującej na Tybetańskiej Księdze Umarłych. Wspomagając się LSD i oryginałem, doszedł po drodze do konkluzji, że doświadczenia wynikające z zażywania LSD i innych psychodelicznych narkotyków są zasadniczo podobne do procesu umierania i zarówno jedno jak i drugie wymaga przyswojenia pewnej wiedzy na ten temat i zastosowania się do - nazwijmy to umownie - pewnych wytycznych. Początkowo Lennon chciał wykorzystać chór mnichów tybetańskich, ale musiał się zadowolić ścieżkami odtwarzanymi od tyłu i przetworzonym wokalem, natomiast ciężki bas i wyraźne, wysoce skompresowane bębny, tworzą z tego numeru kawałek niemalże breakbeatowy. Rozkołysany rytm na linii bas-perkusja, drżący niepokój i dźwiękowe aluzje w kierunku psychodelii, wynoszą go w stronę dzieła ponadczasowego, antycypującego pewne style, wytyczającego całkowicie nowe ścieżki. Musisz to poznać ;) elo.
sobota, 19 grudnia 2009
Heiliges Licht presents: MILITARY:FETISH:MUZAK
Płytka na której serwują nam tuny w ujęciu atmosferyczno-neoklasycznym nasycone historią, błąkające się gdzieś na pograniczu erotyki, surowe do szpiku kości, militarno-polityczne...Dźwięki, które pochłonęły mnie bez reszty, uwiodły swoim feteszystycznym urokiem, ubrane w dobrze skrojony mundur martial industrial, z neofolkowymi patkami i idealnie wpasowanymi w całość elementami harsh i elektroniki.Monotonne surowe rytmy pewnie nie każdemu przypadną do gustu ja jednak widzę w nich istotę muzycznego piękna...z jednej strony atawistyczne brzmienie z drugiej dostojne, majestatyczne i chłodne melodie, którym jestem w stanie oddać się bez reszty...Rozpruty spoglądam na tą orgię wynaturzonych, perwersyjnych dźwięków, wiję się i proszę o więcej...
Spektrum brzmień generowanych przez 29 projektów od Polski po Argentynę jest na tyle szerokie, że każdy powinien coś dla siebie tam znaleźć. Pozdrawiam, elo.
Całośc wydana dla Kaos Ex-Machina a do pobrania w TYM miejscu.
Etykiety:
brudne dźwięki,
electronica,
industrial,
inne,
martial,
neofolk
czwartek, 17 grudnia 2009
Lynch, Katalonia i drone ambient.
Trochę odsunąłem się od idei, która przyświecała mojemu blogowaniu, które rozpocząłem jeszcze na hi-fi i próbowałem kontynuować na audioterror. Cóż, za dużo rzeczy i zajawek mnie atakuje, wciska się bezczelnie w moja przestrzeń i chciałbym się nimi dzielić. Postaram się jednak nadchodzący rok poprowadzić w dużej mierze pod hasłem Creative Commons. A na osłodę Nigul. Jak najbardziej Darmowy, jak najbardziej legalny i w chuj kreatywny.
Nigul jest projektem który wyrasta z dark ambientu, subtelnej elektroniki i muzyki klasycznej, warząc w swoim tyglu miksturę, którą podaje nam w ascetycznej formie z zachowaniem zasad bezpieczeństwa i muzycznego minimalizmu. Oto człowiek, którego warsztat opiera się na syntezatorach i programowaniu zaczyna badać relacje pomiędzy strachem i dźwiękowymi eksperymentami, zaprasza nas w podróż pełną tajemnicy, głuchej i gęstej atmosfery, w której możesz się zatracić, odkrywając nowe dźwiękowe światy i obawy...Wydawnictw jest sporo, czasu mało, więc każdemu dedykuję zdanie.
Esperant la nit, pierwsza króciutka płytka w klimacie ambient/drone wydana dla polsko-rosyjskiego FFS.
Pedra, Sang. Mroczna i nastrojowa płyta, inspirowana filmami Davida Lyncha, terror movies, starymi opowieściami Hiszpanii i Katalonii oraz muzyką klasyczną, wydana w polskim Kaos Ex-Machina.
Po monumentalnym i epickim Pedra, Sang czas na bardziej syntetyczny, pełen wąskich dronowych struktur album poruszający się po prostej ścieżce ambient/eletronika czyli Un Cas Estrany.
Maya. Tutaj zatrzymam się na więcej niż jedno zdanie. Maya jest niejasna. Wydaje się czystsza, bardziej sterylna i minimalistyczna niż poprzednie albumy, z drugiej strony jest w niej pewna nostalgia, zbliżanie się do kolejnego epickiego dzieła. Przeszyta mrokiem, zagubionymi opowieściami, charakterystyczną ciemną katalońską historią, ponownie Lynchem. Płyta stanowiąca owoc ciężkiej rocznej pracy dzielonej pomiędzy solowy projekt i Hermetico. Nigul jest aseptyczny i nagi. Nigul jest epicki i dojrzały. Nigul manipuluje dźwiękiem w sposób opanowany do perfekcji, redefiniując pojęcie mroku i tajemnicy, które leżą u podstaw każdego wydawnictwa, bywa przy tym nad wyraz ostrożny i nieprzewidywalny. Zaczynałem przygodę z jego twórczością właśnie od tej płyty...Pozdrawiam.
Płytki jak zwykle ukryły się w okładkach.
P.S.
Pominąlem liveacty, kompilacje i splity a także pojedyńcze numery na archive. Elo.
Etykiety:
ambient,
atmospheres,
dark,
drone,
inne
środa, 16 grudnia 2009
Sonic Youth
Ich historia jest głęboko przesiąknięta Nowym Jorkiem, są immanentną częścią tamtejszej sceny, postpunkowa destrukcja, rockowy brud, Sonic Youth. Trafiłem wczoraj przypadkowo na ich stronkę i nie mogę się opędzić od Goo Deluxe Edition Outtakes (Live at Irvine, CA 11/03/90). Mała rzecz a cieszy.szukajcie tutaj
Etykiety:
brudne dźwięki,
inne,
rock
Kino familijne
Zaczęło się...pół narodu poooooszłoooo...w pizdu! Sklepy, ulice, zadeptane chodniki i wszędzie kolejki jakby kurwa przez minione trzysta pięćdziesiąt kilka dni na półkach był tylko ocet...No i Kevin. Kevin bezwzględny oprawca, straszy kolejne pokolenia, wylewa się z ekranu, sieje spustoszenie w Nowym Jorku i w głowach...zbliża się...taka nasza nowa, mała świecka tradycja...całe szczęście tv włączam od przypadku...jednak jeżeli chcesz aby w tym cudownym przedświątecznym okresie, coś miłego sączyło się z Twojego ekranu, zainteresuj się tym kinem wigilijnym. elo.


Etykiety:
inne
niedziela, 13 grudnia 2009
Powiało chłodem....
Uwielbiam tuny z chłodnych miejsc. Z miejsc w których jest niedobór ciepła i słonka a te braki przekładają się często na wypływająca stamtąd muzykę. Szczególnymi względami w tej materii darzę niewątpliwie Skandynawię i żarłocznie opycham się każdym dźwiękiem, który przywędruje do mnie z tych odsłonecznionych i spaczonych chłodem rejonów. Oczywiście nie każde brzmienie z tych obszarów musi być adekwatne do aury, jednak w każdym da się zawsze wyczuć chociażby minimalny, wręcz śladowy, pierwiastek zimna. Kto lubi te klimaty polecam mu kapitalny blog o nic nie mówiącej nazwie Swedish netlabel news, wypełniony dobrymi polecajkami, tekstami ale przede wszystkim muzyką.

A ze swoich polecajek serwuję wam Inyi i ich kolejną, wydaną zaraz po Cleaner, epkę Tilde. Tym razem dźwięki bardziej skoncentrowane na gitarach i wokalu, postrockowe, pełne przestrzeni i perfidnie przemyconego zimna, nie pozostawiające jednak w cieniu skandynawskiej elektroniki. Polecam gorąco ;)
Etykiety:
atmospheres,
postrock,
schoegaze
Logical Disorder
Spoilt puppets and emotional imbalances to pierwsza płyta Logical Disorder wydana dla hiszpańskiego Nulogic. Pomimo swoich trzech lat jest to nadal świeża elektronika, pokryta zadrapaniami, cięciami i asynchronicznym brzmieniem, zachwyca i przywołuje na myśl najlepsze dokonania Aphex Twin, położone w rejonach jego przefiltrowanego przez sterylny post-industrial ambientu i IDM . Oczywiście to tylko jeden z wpływów, czysta inspiracja, żadna nieudolna kopia Rycha. Odchylone od sztampowej elektroniki brzmienia są osobistą terapią Javiera Barrero, dźwiękowym wyflaczeniem człowieka uwikłanego w masę projektów, zaczynająć od muzyki stworzonej na potrzeby FetishFucktory (dla skądinąd dobrego pornoalternativo.com) przez muzykę do animacji, różnych videoartów po numery stanowiącą tło slajdów Javier Bellota z tegorocznego World Press Photo. Polecam jako wstęp do bogatej twórczości hiszpana i szczerze zachęcam do zapoznania się z każdą zajawką tego goscia. A na deser klipy ;)P.S.
Oczywiście wszytskie płyty są całkowicie darmowe jednak nie dokońca na licencji CC.
i wspominane zdjęcia z WPF:
piątek, 11 grudnia 2009
czwartek, 10 grudnia 2009
poniedziałek, 7 grudnia 2009
Spell brings forth energy, your life giving you force ...
Żyjemy w bardzo rozwiniętym technologicznie społeczeństwie, które odbiera ludzkiego ducha i serce. Stworzyliśmy samotność, w jej najgorszej formie. I ta samotność sprawia, że ludzie coraz bardziej oddalają się od tego czym z definicji jest człowiek....
Serj Tankian, niesamowity wokal SOAD, muzyk, poeta, współzałożyciel Axis of Justice, organizacji walczącej o sprawiedliwość społeczną. W wieku kilku lat opuścił rodzinny Bejrut i trafił do Los Angeles gdzie właśnie kształtował się cudowny klimat lat '70. Zafascynowany Bee Gees zaczął odkrywać uroki muzyki...disco. Później była szybka ewolucja, zajawka na bycie prawnikiem (jeszcze jedna postać i zacznę się doszukiwać jakiś prawidłowości w tym, że niedoszli prawnicy zostają zajebistymi muzykami...) w porę porzucona i ostatecznie mamy to co mamy czyli patrz poniżej.
Knock...knock...who's there?! Funk!!!
Funk WHO?!!!
Funk - FU!!!!
Znacie klimat ??? To ujmę to w jednym słowie - blaxploitation...czyli afrocentryczna rozrywka w rytmie funk'n'soul ;)
A dla tych co nie rozumieją krótko:
Funk - FU!!!!
Znacie klimat ??? To ujmę to w jednym słowie - blaxploitation...czyli afrocentryczna rozrywka w rytmie funk'n'soul ;)
A dla tych co nie rozumieją krótko:
miszmasz
Sączę sobie terere, lodowatą niczym pogoda za moim oknem, czytam o Carapana a w tle pobrzękuje Trans Europe Express i nieśmiertelny Kraftwerk, który antycypował w swoim okresie całą masę trendów stanowiących dzisiaj rdzeń szeroko pojętej elektroniki. Trendów, których nie zliczę ale o których niebawem napiszę a będzie to historia długaśna jak smak tej mate, która stoi przede mną. A za mną? Za mną porządki na dysku, zredukowałem objętość muzy o...nie wiem...70 procent...? Część z tego co wyłowiłem wartego uwagi wrzucam poniżej. Po drodze pewnie wpadnie mi w oko kilka klipów, które poniewierają się gdzieś w odmętach partycji E:, bez ładu, składu i żadnej logiki wrzucę je pewnie gdzieś pomiędzy tymi oszczędnymi polecajkami.
Jambiczny Guy Andrews, za którego zabierałem się kilkakrotnie - w sensie wrzuty - i za każdym razem nic mi z tego nie wychodziło. Płytka która katowałem w późnych godzinach nocnych tygodniami i która stanowiła tło zajęć codziennych. Echoes leży gdzieś pomiędzy postrockiem i ambientem, elektroakustyczne tekstury plus tradycyjne instrumentarium a całość ocierająca się gdzieś nieśmiało o nju dżazzz...bardzo subtelne i wyważone to tuny.
Sam już nie wiem czy Entheos są bardziej rockowi, triphopowi czy powolutku, niespiesznie z gracja modraszki, przepoczwarzają się w elektronikę. Podobnie jak nie wiem czemu ich wciąż słucham. Czasami ta nuta wydaje mi się tak kurewsko pretensjonalna, ze aż się wstydzę, ze sączy się z moich głośników, innym razem tak zajebista i odkrywcza, że nie mam pojęcia dlaczego tak rzadko po nią sięgam....Jedno jest pewne, grają bardziej niż poprawnie, krystalicznie czysto i z nieukrywanym entuzjazmem. To tak jakby wziąć po kawałku Beatlesów, Massive Attack, garażowego punkrocka, podpiąć to wszystko pod analogowe efekty, dorzucić syntezatory postawić na środku wielkiej hali i kazać suportować Everything But the Girl.Skoro wspomniałem na początku o Elektrowni, nie omieszkam wrzucić tego. Klip niekoniecznie ale nutę, jak najbardziej polecam:

Kurobear aka Kid Caustic w dziewięciu numerach powstających w okresie ciężkiej choroby, inspirowanych snem, The Orb i muzyką psychodeliczna lat '60. Dźwiękowa autostrada przecinająca Europę, na której na pewno miniesz się z Boards of Canada, Aphex Twin i Squarepusher.
Do tego klipu mam sentyment, przypomniałem sobie o nim włócząc się dzisiaj autem po mieście we wczesnych godzinach porannych:
Eksperymentalny, niejasny styl, który nie do każdego trafi, wciśnięty gdzieś pomiędzy death rock, ambient, batcave i horror metal. Koncept album inspirowany prozą Lovecrafta, szepczący, niedopowiedziany, drapieżny...cały ten tygiel do przegrzebania za free albo w zestawie z Dagonem. Piękna sprawa ;)I na zakończenie jeden z moich ulubionych numerów Floydów:
sobota, 5 grudnia 2009
czwartek, 3 grudnia 2009
Bad Luck czyli krótka historia o Wielkim Nieszczęściu
Przykleił się do mnie niefart. Wielki kurwa jak nieszczęście, kosmaty i bezwzględny tylko czeka aby coś mi znowu spartolić. Wielki Pech urwał mi lusterko, zniszczył moje przemroczne felgi i nasłał windykatora z firmy ubezpieczeniowej przez duże Pe, z którą podobno można mknąć przez życie szybko, wygodnie i wiarygodnie a na koniec zawinął dwadzieścia giga muzy z mojego dysku i pewnie słucha jej gdzieś pod szafą, rechocząc obleśnie i knując co by tutaj jeszcze zepsuć...Wielki Kosmaty zaciera ręce ale nie dostanie mnie tak łatwo. Ni chuja i basta. To ja mu zrobię z dupy porno holocaust i utopię bydlę w wielkiej wypełnionej szczęściem beczce. I właśnie w tym momencie przypomniałem sobie o Heroine and Your Veins, zawieszonych klipach w klimacie zadymionego noir, heroinowych, postrockowych i melancholijnych na swój sposób dźwiękach z Finlandii, przy których wszelkie postrocki mogły by stanąc z nimi w Pepsi Challenge. Niedopowiedziane, lekko Lynchowskie, trochę w pozawieszanym klimacie Hoppera, niezmiennie do lat kojarzące mi sie z fotografią Francesci Woodman. Pojedyncze numery można znaleźć na last.fm albo na tej stronce. Ale jak to ma się do mojego pecha? Tego to już nie wiem...
Subskrybuj:
Posty (Atom)