dalej się włóczę. coraz częściej bez celu. zaczynam urlop. muszę gdzieś wyjechać. muszę spierdalać daleko stąd. odpocząć od wody, bezkresnych równin, dżointów z ekipą, szisza barów i tego całego cochceszjeszcze. miele się we mnie chujnia. syf zawijam w bletkę. brud mentalny rozchodzę. i tak sobie powtarzam codziennie coraz mniej w to wierząc. i będę tłukł ten numer bezlitośnie. zapętlał i wrzucał go tutaj po raz setny.
a kiedy już mentalny syf się przeze mnie przeleje, wrzucę w kieszeń bletki, a z odtwarzacza w furze popłynie leniwie the dead rocks...a ja wraz z nimi. elo.

0 komentarze:
Prześlij komentarz