sobota, 30 stycznia 2010

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Jazz. kawa, rap...


click on the cover

wtorek, 19 stycznia 2010

Arkana i pan Niedodźwięki

Owoc jedenasto-miesięcznej kooperacji hiphopowej ekipy Arkana i solowego, alternatywnego projektu Niedodźwięki. Niestety link z TEJ strony nie działa, więc trzeba sobie płytki poszukać w sieci. Polecam, pozdrawiam a na zachętę:



poniedziałek, 18 stycznia 2010

Pure & Life

Ostatni album Holdcut'a - Pure & Life, 30sto minutowy symfoniczny utwór, całkowicie akustyczny plus wokalni goście - Natalia Grosiak i Duże Pe.

click on cover to download

Sylwetki

Możemy to umownie określić jako psychodeliczno-akustyczny, kwaśny postpunk...:P Odurzający, szczery, dynamiczny i przemyślany, poboczny projekt chłopaków z NO SE plus Pan Niedodźwięki. Zajebista linia melodyczna, świetne groteskowo gorzkie teksty, punkowe zaangażowanie i niezwykle prawdziwy przekaz :) polecam, elo.

Akinosuke



Psyrock w kooperacji ze szwedzką wokalistką Lil Sister Jen. Jeżeli spodobał Wam się ten numer to zapraszam do pobierania darmowej epki tego nowozelandzkiego producenta, utrzymanej w soczystym, triphopowo - eksperymentalnym klimacie.

Reggae and unity



Jeżeli spodobał Wam się Jahmac to zapraszam do zasysania epki Reggae and unity.

niedziela, 17 stycznia 2010

Spisek

Skoro już jestem przy takich klimatach to gorąco polecam zapis koncertu ekipy znanej jako Spisek. Zarejestrowany 29.02.08 we wrocławskim EMPiK'u. Jest progres. Zauważalny. Na pewno w kwestii nawijania. Takie jest moje skromne zdanie na ten temat.

click on cover to download

Mango Collective

Mango Collective to ekipa z Tarnowa specjalizująca się w organicznym hip hopie, wykraczająca poza sztywne ramy gatunku, ruszająca w tereny jazzu i funku. Rymy na siebie bierze Patryk Wroński, nawija całkiem sprawnie, fajnie się to składa z muzą, płynie przyjemnie na dżezowych dźwiękach i chyba o to chodzi. Trochę w klimacie Spiskowców. Polecam, elo.



sobota, 16 stycznia 2010

Naturalny dźwięk



Na koncercie Skampararas byłem na przełomie dekady i przyznam że był to jeden najlepszych koncertów pod względem melanżu i ostrej zabawy. Cóż, teraz dryfuje w tej arce straconego czasu jaką jest moje miasto i na dobry koncert nie mam co liczyć...mój ostatni bastion spłonął rok temu, pub w którym się wychowywałem i uczyłem kultury picia upadł wcześniej z hukiem, nie ma nic i nie ma niczego...Zostały tylko wspomnienia, które atakuja mnie w sobotni wieczór, inwazyjne jak lipcowe komary, natrętnie brzęczą w mojej głowie i za cholerę nie mogę się od nich opędzić...udanego weekendu, elo.

w TYM miejscu można pościągać ich darmowe numery, klipy i inne pierdoły

Ina dżezzz stajl.....













W 1988 roku Gang Starr wydali debiutancki singiel Words I Manifest gdzie tytułowy numer opierał się na samplach Charlie Parker'a, Stetsasonic i Lonnie Liston Smith. Kiedy ten album wpadł mi w ręce w połowie lat '90 czyli grubo po premierze, wiedziałem już że nie ma nic bardziej naturalnego w tej muzyce jak łączenie bitów z jazzem. Nic się w moim myśleniu w tej kwestii nie zmieniło od tamtego czasu. Elo :)

Closed Eye Visuals

Polski projekt eksplorujący psychodeliczne rejony eksperymentalnego dark ambientu, prosto spod skrzydeł Kaos Ex-Machina. Wiadomo czego się spodziewać...?

Soda fountain

W opustoszałej portowej mieścinie dziwki snuja się smętnie, nosząc na ustach ślad zużytej szminki na ciele zapach starych perfum. Hotele serwują kontynentalne śniadania punktualnie o dziesiątej a w knajpach przesiąkniętych papierosowym dymem i jazzem, marynarze dopijają rum z przybrudzonych szklanek. Ta płyta to spacer wzdłuż promenady, rozpędzona karuzela triphopowej sepii, ciepłe letnie powietrze i lenistwo. Polecam wszystkim miłośnikom De-Phazz, Portishead i Goldfrapp, jednym słowem wszytskim którzy lubią dobre brzmienie.

piątek, 15 stycznia 2010

kIRk



Etiuda w reżyserii Alberta Bana inspirowana utworem kIRk Lost Bits. Album jest ostatnia pozycja w katalogu 16 wersów i kręci się wokół abstract hip hopu, dżezu i surowej elektroniki. Można stać się szczęśliwym posiadaczem tych niewybrednych dźwięk na dwa sposoby:
- ogarnąć podwójny digipack, jedna płytka zawiera muzykę, druga natomiast zdjęcia oraz klip,
- pobrać About Simple Things ze wszystkimi elementami tego projektu w TYM miejscu.
Pozdrawiam.

Większość ludzi, nie poznałaby dobrej muzyki, nawet gdyby podeszła do nich i ugryzła ich w dupę

Blood Sweat Rock'n'Roll to niebezpieczne połączenie, syfu, ognia, sztuki i pasji zamkniętych w pojechanym punk'n'roll'owym brzmieniu.

Trzy darmowe numery The Hollowbodys z debiutanckiego albumu Heartache & Revolution, będące fuzją rockabilly, sajko i chuligańskiego punka.

Epicki western punk dla miłośników Enio Morricone. Urocze, he, he :D

Los Cadaver to niezrównany klimat. Pisałem o nich w TYM miejscu.

Pachuco Cadaver to surowe garażowe granie w klimacie lat '70, miejska żółć i brudny gitarowy album.

Na sam koniec coś dla prawdziwych rockersów. Zgrabna gitarowa napierdalanka i zajebisty chropowaty wokal.

Tytuł posta: Frank Zappa

dźwięki znajduja się w okładkach.

Rakarakarakarakabily sajkozis

Karnawałowa epka Kolta w odświeżonym składzie w rytmie rakarakarakarakabily sajkozis. Niezorientowanym powiem, że The Kolt to kolesie z Komet, The Cuffs, Robotix i Skarpety, zapierdalają rasowe sajko, wspomagane agresywnym r'n'r, ordynarnym rockabilly i charczącymi przyjemnie gitarami a na co dzień wydają płyty w Jimmy Jazz Rec. Perkusja chodzi cudownie, kontrabas brzdąka aż miło, chuligańskie sajko czas zacząć, elo ;)

Wydawnictwo zostało udostępnione przez chłopaków za free a można pobrać TUTAJ

Asian Dub Foundation







czwartek, 14 stycznia 2010

Drown In The Now



Crystal Method w kooperacji z chasydzkim ziomkiem Matisyahu.

Rebel Yell







Można? Można!

Dźwiękowy recykling

Kiedy usłyszałem Billie Jean w wykonaniu holenderskiego Silence Is Sexy poczułem się naprawdę milo zaskoczony. Ortodoksyjnym fanem Michaela Jacksona nigdy nie byłem ale czapki z głów, szacunek nie musi iśc w parze z umiłowaniem. Kower można pobrać wraz z płyta Coverclub Guilty Pleasures w TYM miejscu i wybrać sobie co się komu podoba albo zgarnąc wraz z najnowszą, dwunastą niesencją i bez zbędnej selekcji i przebierania ogarnąć całość kilkakrotnie. W środku są covery, mash up'y, remiksy, po prostu wielka maszyna zajmująca się przerabianiem zużytej muzyki bucha żarem, sypie skry i nie pozwala się nudzić. Jednym słowem kolejna nokautująca odsłona tej zacnej kompilacji ze stajni Netmuzyki. Jeszcze trzy pytania do prowadzącego:
- masz zamiar MLX do tego jakąś okładkę ogarnąć?
- kiedy dubowe wydanie o którym kiedyś mi wspominałeś?
- wysłałeś już esemesa na mój blog? A wyślesz?

sprawdź TO

blog roku 2009

Zwycięstwo w konkursie na blog roku 2009 przyniesie mi niebywałą sławę i niesamowicie potężne profity, dzięki którym będę mógł spłacić swoich wierzycieli i udowodnić światu, że palenie blantów i lenistwo w Polsce, nie zamyka furtki do wielkich osiągnięć na polu szeroko pojętej kultury, fama, która ruszy w świat pozwoli mi bez cienia wątpliwości zmienić oblicze nie tylko polskiej ale też światowej muzyki, artyści zaczną wydawać swoje płyty na licencji CC a Bill Gates otworzy kod źródłowy Windowsa. Nie będzie złych dni, chujowej pogody i komarów w lato. Będą wszyscy i wszystko.
Jeśli chcesz oddać na mnie głos, wyślij SMS o treści E00108 na numer 7144.
Koszt SMS, to 1,22 zł brutto, zmiany, które zajdą po wygranej - bezcenne.

Elo i dzięki :)

środa, 13 stycznia 2010

Dub Morning Babylon

Za oknem piździ, owszem ładnie to wygląda ale jak poruszasz się po mieście i zagłębiasz w osiedlowe uliczki, zaczyna to delikatnie rzecz ujmując irytować aby za kilka chwil owa irytacja przepoczwarzyła się w wielkie kosmate wkurwienie. Muza ratuje. Muza pomaga przetrwać niekończące się zaspy, drogowe kolizje, korki i wszystko co wiąże się z wiadomą aurą. A jak zima z oknem auta to jamajka wewnątrz pojazdu.

W związku z powyższym polecam:

Najnowsza pozycja z netlabela Al Dente rec. - dźwiękowy kamikadze Tsunami Wazahari i jego opowieść o starożytnej kulturze. Niech perfekcyjnie wymodelowane dubowe brzmienia będą Twoim przewodnikiem po Krainie Kwitnącej Wiśni.

Revolutionary Dub Vibrations, Chapter One to rewelacyjne zestawienie 20 artystów zorientowanych na roots i gęsto napchany dźwiękami dub.

Sushidread to koleżka, który zamyka się w domu, ciężko harując żebyś mógł jeden z drugim otrzymać za free ten cudowny dub-pakiet, odpalić głośniki i wyruszyć w daleka podróż. Dub bez granic, dub nieuziemiony, Anzali EP zabierze Ciebie w niezwykłe miejsce ;)

Leave us alone....



Bezkolizyjne spotkanie reggae i dancehall, zadymiony, agresywny numer, wydany w 2002 na albumie Journey to Jah a wcześniej na epce zatytułowanej Leave Us Alone. 30 kwietnia w warszawskiej Stodole i 1 maja w poznańskiej Arenie możemy zobaczyć Gentlemana na żywo a żeby było przyjemniej na obydwu koncertach jako support wystąpi Pablopavo.

Ludzie Wschodu

wtorek, 12 stycznia 2010

Rude Boy





Zajebisty wokal plus loop station plus efekty Rolanda równa się niesamowity flow, pulsująca wibracja i w chuj pozytywne dźwięki. Elo.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

I'm the lyrical gangster, murderer...



Dancehall'owy numer Ini Kamoze, którego współautorem jest Richard Winsland. Całość oparto na samplach Bobby Byrda, Doug E. Fresh and Slick Rick, Taana Gardner, Isaac Hayes i bodajże The Mohawks. Co poza tym każdy słyszy - ostry jamajski vibe. Elo.

Aphex Twin po raz kolejny

Jeżeli dobrze pamiętam skończyłem tą opowieść na Druqs a zatem chcąc nie chcąc, pora na 26 Mixes For Cash czyli sprawnie wykonaną usługę, wygładzoną, podaną na jasnych i klarownych zasadach z nastawieniem na konkretne zyski. A może na oklepana, nie wnosząca nic nowego, jednostajną płytę? Tak i nie. Z czego wynikają te sprzeczności? Po prostu - technicznie, widać że Rychu ma za soba 12 lat sztuki remiksowania, robi to sprawnie i bez zarzutu, natomiast w praktyce mamy brak nowych,świeżych zajawek, czegoś co by było zaskakujące, przyciągające nowego słuchacza, jednym słowem, album jak dla mnie nazbyt konwencjonalny. Niezły Bowie w orkiestracji Glassa (właśnie to wrzucam w ramach odsłuchu) mało przemawiający do mnie utaneczniony DMX Crew a tym bardziej At the Heart of It All Nine Inch Nails czy kwaśna scena reprezentowana przez drugi krążek. Takie pitu pitu, dwupłytowe brzdąkanie, mające na celu szybkie wypełnienie luki w kontrakcie z Warp.



Po mało twórczej 26MFC, przyszła pora na selekcję utworów z epek Analord. Trzy i pół godziny, 41 numerów zamknietych na jedenastu 12" winylach oraz przegląd całego analogowego instrumentarium, począwszy od automatów perkusyjnych Rolanda przez sekwencery w stylu MC-4 po wszelkiej maści syntezatory. To wszystko otrzymujemy skondensowane w dziesięciu trackach na albumie Chosen Lords, konkretne rytmiczne konstrukcje, apoteoza energii a całość obudowana charakterystycznymi porywającymi dźwiękami. To tyle w temacie. Elo.

All The Hats – Unite (single)

Po długich namowach i pertraktacjach popartych stosownymi argumentami dałem się przekonać do deski i zjawiska jakim jest snowboard. W związku z powyższym nie wiem czy powinienem się w tym momencie żegnać z tym padołem łez okrutnym, troskami i życiem doczesnym czy jednak jeszcze spojrzę w słońce jutro o poranku. Będę dobrej myśli. Skoro deska to rifresz mojej empetrójki.
All The Hats z singlem Unite na pierwszej pozycji. Hiszpański wypierdalacz w klimacie street-punk. Tyle na ten temat powiem z żalem zawiadamiając, że to tylko singiel i dwa numery...

posłuchać i zarazem pobrać można w TYM miejscu

Willbe - Zephyr



Jeżeli się podoba to twórczość tego pana można ogarnąć w TYM miejscu. Elo.

dustmotes - Beats for the Subverted



Jeżeli Ci się spodobało, szukaj TUTAJ.

Ocean Friend

Ocean Friend from slava b on Vimeo.

niedziela, 10 stycznia 2010

Glory box



Numer Portishead wydany na singlu w 1995, oparty na samplach Ike's Rap II niejakiego Isaac'a Hayes'a.

Bałagan i Pull My Daisy (Ex Lillian Gish)

Siedzę w chacie i patrze na to wszystko co nagromadziłem w ciągu ostatniego roku i chuj mnie strzela na samą myśl o pakowaniu wszystkiego w kartony i rozpakowywaniu tego ponownie w nowym miejscu, ze świadomością, że to i tak tylko na jakiś czas...koczownicze życie, w dzisiejszych czasach to niestety nie tobołek nomada i prawda jest taka ze czuje sie zdominowany w jakimś stopniu przez otaczające mnie przedmioty. Życie poustawiane równo na półkach, życie rozjebane po podłodze pokoju, z którego nie korzystam, wciśnięte w kąt, zabierające pusty metraż jak jakiś pożeracz wolnej przestrzeni. Nie doszukuję się w tym jakiejś kompulsji kupowania, nałogowego zbieractwa, po prostu góra przedmiotów rośnie naturalnie, sama z siebie i taka kolej rzeczy. Książki, płyty, ubrania, masa gadżetów. Biurko pokryte niedopita mate, tytoń porozrzucany po jego wszystkich zakamarkach, bletki, papierki...Pewien pan o nazwisku Michael Formica, słusznie zauważył, ze burdel dookoła nas, jest niczym innym jak odzwierciedleniem naszego wnętrza. Masz chaos dookoła, masz chaos w sobie. Dwukierunkowy rozpierdol. Do czego dążę? Do postanowienia noworocznego. Zrobić porządek. Dookoła siebie i w sobie. A w międzyczasie posłuchać Pull My Daisy, koleżków z belgijskiego Lilian Gish, grających wibrującą, hałasliwą i kolczasta nutę. Trochę Moss Icon, ja tam widzę też Fugazi, slyszę pobrzękujące klimaty Variete. Emocjonalny hardcore, łaczy się płynnie z elektroniką, jest noise, jest ciemne duszne gitarowe granie, budujące cały nastrój. Dwie płytki do pobrania w TYM miejscu. Elo.

sobota, 9 stycznia 2010

Karma Police



To kolejny numer z mojego prywatnego the best of jeżeli chodzi o warstwę tekstową. Był to okres kiedy Radiohead zamykali się ze swoja inspiracją w postaci The Beatles, Milesa Davisa, DJ Shadowa i Ennio Morricone, słuchali płyt, nakręcali się w zestawieniu tych, sami przyznacie, odmiennych klimatów. Mamy akustyczna gitarę, analogowe syntezatory, fortepian, widok z tylnej kanapy Chrysler New Yorker rocznik '76, leniwie śpiewany tekst mający swoja genezę w żartobliwym nastawieniu zespołu do kar nałożonych na nich przez karmę...Tyle. Elo.

Damballah

Damballah, bóg-wąż w panteonie religii voodoo, bóg-stworzyciel kosmosu, ojciec loa i ludzi, patronuje seksualności, harmonii, optymizmowi i radości życia. Damballah przełożony na dźwięki to rytmiczna muzyka inspirowana kultem voodoo poruszająca się w rejonach mrocznego ambientu i industrialnych zajawek. Całość dzięki uprzejmości Kaos Ex-Machina.

dostępne TUTAJ

Przybywam włamując się do wnętrza mojego małego świata...



Enjoy the silence
Depeche Mode ukazał się 16 stycznia 1990 roku i był drugim krążkiem promującym mający nadejść album Violator. Z założenia i podług wizji Martina Gore, utwór miał być ckliwą balladą co napotkało opór reszty członków ekipy i upłynęło troszkę czasu zanim Gore i producent Mark "Flood" Ellis, dodali do swojego bazowego pomysłu gitarowe riffy. Kiedy David Gahan zaśpeiwał Enjoy The Silens stało się oczywiste, że chłopaki mają w ręku prawdziwy number one a my otrzymaliśmy kurewsko gorzki numer, który niezmiennie stawiam w swojej czołówce. elo.

To Last Innocent Faces

Nowy album triphopowców z węgierskiego Jeffo's Dream jest równie zajebisty co Small Things, debiutancki materiał, utrzymany w morcheebowym klimacie. Wypolerowana produkcja, kontrolowane w każdym momencie, perfekcyjnie poukładane dźwięki i niesamowity odurzający wokal Dorka Angyal utrzymany w tonacji Beth Gibbons, jednak jeżeli myślicie że jest w jakiś krzywy sposób zmanierowany to jesteście w kurewskim błędzie. Całość albumu utrzymana jest w electro triphopowej stylistyce, momentami zachaczającej delikatnie o pop. Płynie spokojnie, snuje się jak słodki dym z mojego lolka i wypełnia powoli pustą przestrzeń. Miękkie tuny w których warto się zanurzyć w złych chwilach. elo.

pobrać można TUTAJ.

piątek, 8 stycznia 2010

Unfinished Sympathy

,

Początek lat '90, debiutancki krążek Massive Attack i jeden z najbardziej udanych singli w historii grupy, 13 miejsce na UK Singles Chart oraz pierwsze na holenderskiej Top 40. Lirycznie i niebanalnie o fascynacji drugim człowiekiem opowie Shara Nelson.

Phil RetroSpector

Mash up to niebywałe spotkanie wielkich tunów, muzyczna mikstura, rodzaj dźwiękowego recyklingu. Lubię tą formę przekazu, tym bardziej lubię zajawki, które oferuje Phil RetroSpector. Happy Mondays VS the Beatles, Manuel Gottsching VS Latino VS Grace Jones VS Pink Floyd VS The Orb...chyba nic nie muszę dodawać a na zachętę klip do numeru Step Together. Do pobrania TUTAJ.

ProjektOFF

Off. Projekt fragmentujący rzeczywistość, na wskroś elektroniczny, całkowicie autorski, pozbawiony sampli, eksplorujący ambientowe rejony w sposób ekspansywny, przy użyciu syntezatora generującego electro dźwięki. Nic dodać, trzeba ogarnąć to uchem.

download HERE

czwartek, 7 stycznia 2010

Sitting in an English garden waiting for the sun...

Mocno popłynięte teksty Lennona mają korzenie w jego miłości do absurdalnych słownych gier, fascynacji literaturą Lewisa Carrolla, niezliczonych kwaśnych podróżach i cholera wie w czym jeszcze, jednak główną inspiracją dla numeru I Am the Walrus był list od fana z Quarry Bank High School w Liverpoolu , szkoły, do której John niegdyś uczęszczał. Jeden z wykładowców miał grupę studentów z którymi zgłębiał numery Beatlesów, próbując interpretować je na różne sposoby. Rozbawiło to Johna do tego stopnia, ze postanowił ułożyć tekst zawierający nonsensowne treści.

Genezy I am the walrus możemy szukać w roku '67 w Weybridge, gdzie Lennon grając na fortepianie usłyszał za oknem policyjną syrenę, która okazała się na tyle silną wkrętką, że zaczął jej towarzyszyć swoją grą, zlewając się z nią i tworząc tło . Równolegle dołączyła do tego linia Mister City P'liceman sitting, Pretty little p'licemen in a row a kolejne pomysły liryczne pojawiały się niespodziewanie w głowie Johna...bang! sitting on a cornflake, waiting for the van to come...bang! Sitting in an English garden waiting for the sun...tekst był sklejany kilka miesięcy, wspomagany kwasowymi podróżami Johna i liryczną pomocą starego przyjaciela - Pete Shottona, któremu zawdzięczamy przypomnienie kwestii z popularnego wśród dzieci w północnej Anglii wierszyka Yellow matter custard, dripping from a dead dog's eye...

Nie jestem Alan W. Pollack i nie odpierdolę rozprawy na temat warstwy muzycznej tego utworu, jednak mogę w zamian wspomnieć jeszcze o dwóch kwestiach z nim związanych.

Sam symbol morsa przewijający się przez cały tekst jest bezpośrednio związany z historią Lewisa Carroll'a o Morsie i Panu Gąsiennica zawartej w Alicji po drugiej stronie lustra. Pozwolę subie tutaj na mała dygresję i nie omieszkam wspomnieć o wierszu Jabberwocky pochodzącym z tego utworu, który jest powszechnie uważany jest za jeden z najznakomitszych przykładów wiersza absurdalnego na motywach którego stworzył swoją przewrotną średniowieczną baśń. Wspominam o tym też w kontekście zajawek Lennona do portmanteau i jego prób pakowania dwóch znaczeń do jednego słowa, do czego zainspirował go ten właśnie wiersz :) A zapoznać z nim można się w TYM miejscu.

W końcówce utworu pojawia się kilka wersów z Króla Leara Szekspira a konkretnie motywy z Aktu IV, Sceny VI, zgranych ze sztuki transmitowanej w BBC Home Service. W połowie lat siedemdziesiątych Lennon powie w w jednym z wywiadów ze nie miał pojęcia że to Lear i powiedziano mu o tym długo po wydaniu krążka.



No i w zasadzie to by było na tyle, ile można pisać o jednym numerze...elo.

środa, 6 stycznia 2010

Tekstowy minimalizm nasiąknięty miejska atmosferą, stylistyka coldwave w duchu starego Joy Division czy klimaty bliższe polskiej Siekierze. Jedenastominutową epkę otrzymujemy za free pod TYM adresem. Dodatkowo do ściągnięcia koncert i dwa numery z najnowszej płyty.

wtorek, 5 stycznia 2010

Przepis na udany syntetyczny wieczór

Nie będę się rozliczał z minionym rokiem, chociaż miałem to w planach, zamiast tego zrobię krótki przegląd wydawnictw, które gdzieś w minionym roku umknęły a warte są niewątpliwie uwagi. Zgodnie z zapowiedzią: obecny rok sponsoruje CC a poniższy wpis alternatywna muza klubowa.

Samshara, kapela polecona mi przez chłopaków z hiszpańskiego Cortex, ekipy metalowej i strashowanej bardziej niż Bay Area. Spodziewałem się czegoś w tym własnie klimacie a tymczasem dostałem album przywodzący na myśl wczesne dokonania Prodigy, wymieszane z oldskulowym Chemical Bros. Nuta narkotyczna, przesterowana, zachęcająca do integracji z parkietem i kieszenią pełna groszków na których wytłoczono trzy słowa big-break-beat zią. I to kurwa w starym stylu.

Sexisdeath, wykręcony postmodernistyczny projekt z Poznania, łączący electro clash z motorycznymi gitarami, owinięty aura fetyszyzmu i poważną zajawką na gadżety przywołujące na myśl dizajn trzeciej rzeszy. Prowokacyjne i wykraczające poza sztywne schematy klubowych imprez.

Montag podaje nam na tacy tuny bardziej przystępne w sensie formy, recytuje klasykę, bawi się dźwiękiem składając hołd sztuce recyklingu i kowerowania, utrzymany w duchu parkietowej rozrywki, inteligentnie, bez bufonady i tanecznej żeny. Idealne na aksamitne after party z pogniecionym lolkiem na wardze i szklanką zimnej wody. Polecam szczególnie cover Eurythmics/Bronksi - Small Town Boy/Never Gonna Cry Again.

ZIPy w okładkach.