czwartek, 29 kwietnia 2010

środa, 28 kwietnia 2010

Sixteen Fucking Years Of G - Stone Recordings

kalimba, tekst dla wytrwałych....


Lubię etniczną muzykę, przepadam za dobrym korzennym brzmieniem, wyłączając z tego jedynie góralską muzykę i kurpiowski folk (nie obrażając w tym momencie nikogo). Z kalimbą spotkałem się na żywo po raz pierwszy cztery lata temu, kiedy ów instrument znalazł się wówczas w nie byle czyich dłoniach a mianowicie indonezyjskiego artysty Nippy Noya. Zakochałem się. W dźwiękach, nie w Nippy (btw, cholernie pozytywna jednostka, pozdrawiam). Nippy, wykładowca Akademii Muzycznej w Amsterdamie, człowiek niezwykle ciepły i otwarty, jest absolutnym mistrzem gry na kalimbie. Jego występy to połączenie wirtuozerii i improwizowanego performance, a także autentyczna podróż muzyczna dookoła świata, bowiem jego egzotyczne instrumentarium to nic innego jak zapis licznych podróży. Czym jest kalimba?
Jej domem jest południowa Afryka, wywodzi się w prostej linii od mbiry, która wydała na świat mnóstwo dźwięcznych dzieci, stanowiących wspólnie grupę instrumentów zwanych Lamelofonami. Wśród nich narodził się kojąco - harmonizujący dźwięk, wydawany przez instrumencik, wykorzystywany między innymi przez plemię Szona zamieszkujące Zimbabwe do kontaktu z duchami. Służył również jako akompaniament do rozrywkowego tańca shangara, lub po prostu - jako czasoumilacz długodystansowym wędrowcom z Zimbabwe. Jak działa? Tak więc mamy pudło rezonansowe wykonywane z połówki wysuszonego owocu tykwy lub kokosa, zamknięte deseczką z wyciętym otworem oraz mostkiem mocującym blaszki różnej długości od 3 do 40 sztuk. Na kalimbie gra się palcami szarpiąc wspomniane blaszki, zestrojone w jednym rządku w europejskiej, czystej, siedmiotonowej skali..;) Jedni pokochają, drudzy się zaśmieją...

Oto krótki, surowy album SaReGaMa nagrany w całości w domowych warunkach, wykonany na kalimbę, flet, harfę i didgeridoo, instrument dęty australijskich aborygenów, klasyfikowany jako aerofon używany przez mieszkańców rejonu Kakadu od przynajmniej 1500 lat. Didgeridoo ma kształt rury, zazwyczaj o długości od 1 do 1,5 m, o dźwięku w tonacji od D do F#. Didgeridoo jest nie tylko instrumentem muzycznym, ale też i mistycznym, ponieważ można zapaść przy jego dźwiękach w głęboki, hipnotyczny trans i nawiązać kontakt ze światem astralnym. Aborygeni wierzą, że podczas obrzędów w transie tym powracają do Czasu Snu, okresu przed stworzeniem Ziemi, kiedy nie istniał jeszcze fizyczny, materialny świat...czas ten jest nazywany Bugari, Djugurba, Tjukurpa, Wongar, Ungud w zależności od terytorium w różnych częściach Australii, jednak zawsze wiąże się z jednym wierzeniem - większość plemion aborygeńskich uważa, że wszystkie żywe stworzenia na Ziemi są ze sobą powiązane i tworzą jeden wielki system, który wywodzi się bezpośrednio od ich duchowych przodków z wspomnianego właśnie Czasu Snu. Według Aborygenów każde wydarzenie pozostawia za sobą jakiś fizyczny ślad, a cały świat fizyczny jest rezultatem działania metafizycznych stworzeń, które dzięki swojemu istnieniu wykreowały go...Proces stworzenia Czasu Snu jest wciąż odtwarzany w otoczeniu, w codziennym życiu Aborygenów, w ich snach i obrzędach, a czas w europejskim zrozumieniu nie istnieje...jest bardziej odczuwalny jako proces przechodzenia z jednych stanów istnienia w drugie. Przyszłość i przeszłość jako śnienie egzystują równocześnie z rzeczywistością...

Kolejny album to czysta kalimba...ciepłe powietrze z zewnątrz, słodki dym wirujący w powietrzu i szklaneczka rooibosa, napoju niezwykłego, który świetnie smakuje a lista jego korzystnych właściwości jest imponująca...czerwonokrzew, z którego pochodzi napar uprawia się obecnie masowo na ekologicznie czystych wzgórzach regionu Cedaberg, na Przylądku Dobrej Nadziei. Krzew rosnący dziko w południowej afryce, w klasyfikacji botanicznej zwany aspalatem prostym osiąga rozmiar do 2 metrów wysokości a jego igiełkowate liście i gałązki wydzielają wspaniały zapach, któremu dorównuje smakiem sporządzony z nich napar, kojący, miodowy, hipnotyczny...

Ostatni jest Ocean of an Old Man, album gdzie naturalna tkanina świata poddana zostaje recyklingowi, ewolucja tworzy milion możliwości a rzeczywistość płynie właśnie tak nie inaczej. Ocean of an Old Man, trzy utwory skomponowane specjalnie do filmu o tym samym tytule, który reprezentował Indie w 2008 roku na międzynarodowym festiwalu filmowym w Pusan i Kairze. Utwór Tribal Dance bazuje na oryginalnych nagraniach z obrzędów plemion z Wysp Andamańskich. Andamanowie i Nikobarzy słynął z tego, że nie lubią obcych. Marco Polo nazwał ich atole lądem polujących na głowy. Claudius Ptolemaeus, zwykł o nich mówić kanibale...wypowiedzieli wojnę białym, gdy mieszkańcy Wysp Brytyjskich i Indii zaczęli zajmować ich teren. W ciągu ostatnich paru lat relacje poprawiły się, ponieważ rząd indyjski wydał zakaz jakiejkolwiek interakcji z członkami plemion. Zakazano nawet robienia zdjęć...




Wszystkie polecane albumy dostępne są pod tym adresem :
http://www.jamendo.com/en/artist/saregama

Coście skurwysyny uczynili z ta krainą...?

niedziela, 25 kwietnia 2010

Audioterror vol.1 : polandia


Odnośnie tytułu: wielu z Was zapewne używała niejednokrotnie w trakcie rozmowy słowa polandia, ilu z Was ma świadomość tego, ze ów wyraz to nic innego jak nazwa naszego kraju w pięciu językach??? Ja nie miałem....taka ciekawostka....
Język banjumasański - używany na wyspie Jawa w trzech prowincjach - Centralnej, Zachodniej i Banten, według współczesnej klasyfikacji lingwistycznej najczęściej jest uważany za dialekt języka jawajskiego.
Język iloko - trzeci język używany na Filipinach po tagalskim i angielskim, mówi nim 7 milionów ludzi. Należy do grupy języków filipińskich. 
Język indonezyjski - od 1949 język urzędowy w Indonezji, powstał w 1928 przez deklarację o stworzeniu nowego języka (obok malajskiego). W związku z tym jest do niego silnie zbliżony, wyróżnia się zaś m.in. większą liczbą zapożyczeń z języka niderlandzkiego. 
Język jawajski – język z rodziny języków austronezyjskich, blisko spokrewniony z językami indonezyjskim i malajskim. 
Język arumuński lub macedo-rumuński – język, a w zasadzie grupa dialektów i etnolektów, która dopiero od niedawna przechodzi standardyzację — z grupy romańskiej, podgrupa wschodnioromańska języków indoeuropejskich.
Tyle lingwistycznego pieprzenia, polska brzmiało zbyt trywialnie polandia brzmi nieco lepiej. Najlepiej brzmiało by We are from Poland ale już jest zajęte...
W kwestii kapel: wszystkie umieszczone ekipy można znaleźć na Jamendo, stamtąd je wygrzebywałem przez jakiś czas, starając się aby oscylowały w jakimś stopniu wokół mniej lub bardziej gitarowych brzmień, w tym Red Emprez potraktowałem jako outro, co nie zmienia faktu że jest to przezajebista kapela i na pewno pojawi się w kolejnej odsłonie.  
W kwestii okładki: mam nadzieję że nikt nie dojdzie do wniosku iż fota umieszczona na okładce kompilacji ma pejoratywny wydźwięk i poczuje się w jakiś sposób urażony. Nie wiem, po prostu - traktor wydaje mi się tak bardzo polski...arcypolski....wszechpolski...musiał się tam znaleźć i chuj....
A na koniec tracklista:
 
01 - michalko wawrzyn - KrishnaMuDub
02 - dust|box - First sleep
03 - ZOOid - Smoke
04 - Projekt Niewidzialne Swinie - Szum
05 - Skala - Wandering
06 - Gentleman! - Your neighbour got your car
07 - Plug&Play - Lost a friend
08 - Fontanna - Silikonowy worek
09 - Under The Table - What can I help you, cockroaches
10 - Red Emprez - You are

Okładka - Richard  Peter

i oczywiście ZIP

piątek, 23 kwietnia 2010

środa, 21 kwietnia 2010

smoke out



Na dobry początek dnia oldskulowy numer, zdrówka i miłego :)

wtorek, 20 kwietnia 2010

ej systu ej

Muzyka pełna zakamarków i ambientowych plam, na wskroś oniryczna, łącząca w sobie organiczne dźwięki i subtelną elektronikę.To płyta zbudowana na fundamentach złożonych z inspiracji Ninja Tune i 4AD, miękka trip hopowa podróż, wciągająca i tajemnicza. Rozbija wszelkie napięcie, nasycona ambientem i poetyką snu, cała spleciona z małych historii i masy dźwięków, którymi nasiąkniesz na długo.

click on cover

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

b.a.u.d.



O B.a.u.d. więcej wkrótce...

niedziela, 18 kwietnia 2010

And if I wake from dreams...



Death in June w ficzuringu z Bergmanem, spokojny akustyczny numer plus jak zawsze dobry tekst. Zainteresowanym polecam starą płytkę Death in June z  Davidem Tibetem z Current 93. Piękna kolaboracja dwóch wielkich artystów zaowocowała albumem łączącym style dwóch legend. Transowa, ponura i industrialna płytka, z wyraźnym wpływem neo-folk, pełna charakterystycznej głębi i mroku. Na dzisiaj to wszystko, udanego poniedziałku, elo.

Fear

Mainesthai


Płyta Out To Lunch jest owocem współpracy braci Dassing, z teksańskiego industrialnego projektu Mentallo and the Fixer, z wokalistą Michaelem Greene'm. Mainesthai jest zdecydowane bardziej melodyjny niz projekt - matka,  bardziej humanistyczny niż Mentallo. Charczące, zniekształcone wokale, twarde cięcia, szumy i trzaski, industrialne tła...skomplikowana emocjonalne płyta, dźwiękowo trochę nieprzystępna, energiczna i wściekła. Polecam na rozładowanie emocji...

siupa w próżnię



Epka Lady Midday, promująca mającą ukazać się w tym roku płytę Siupa była nagrywana na magnetofony  sprzed kilkudziesięciu lat, na tzw. „setkę”, czyli całość jest nagrywana jest na raz bez żadnych dogrywek. Co otrzymujemy? Tutaj z pełną premedytacja użyję określenia niezależne dźwięki, zakładając, ze twórcza niezależność opiera się na niepodporządkowywaniu żadnej zewnętrznej presji. Wolne brzmienie, bez konwencji i ograniczeń, mocno elektroniczny bit, przesterowane gitary i wokal, pełen afektacji, niepokojąco słodki, hipnotyczny. INDŻOJ.



Eksperymentalny breakbeat, ambient, popsuta elektronika, triphop...dużo gęstych dźwięków, brudnych, zindustrializowanych, wypełnionych jakimś dziwnym lękiem i wielkomiejską klaustrofobią, mechaniczne, seryjne bity, samplowane wokale, szorstkie i kurewsko wciągające. Piękny album...

blu







Beats for subverted

Bardzo lakonicznie napomknąłem kiedyś o Dustmotes, jednak warto o tym projekcie napisać dwa słowa więcej i polecić album po raz drugi ;) Przygoda Paula Crokera z winylami rozpoczęła się w wieku 4 lat, kiedy dostał swoją pierwszą siódemkę ale dopiero w latach 90 kiedy muzyczna scena Londynu i Brighton, zanurzyła się w bigbicie i triphopie Paul zaczął poważnie eksperymentować z tworzeniem muzyki, tnąc dźwięki i zapętlając sample a bawiąc się gramofonami w lokalnych klubach bez reszty pochłonął go turnablism. Beats for subverted bazuje całkowicie na winylowych samplach, hiphopowym smaku i przybrudzonych bitach lo-fi. Całość opatrzona jest lekkim społecznym komentarzem i płynie spokojnie z wyczuwalnym wpływem Krusha, Shadowa czy Cama.



sobota, 17 kwietnia 2010

day one a porno


Album stylistycznie nawiązujacy do lat '80, zimnej fali, wpływy Joy division, Interpol, odrobina ducha Petera Murphy...równe, chłodne gitarowe granie, niestety tylko dwa numery....

srutututu











the sharpest sword

Ten album ma bardzo elektroniczny charakter, który w połączeniu ze zrelaksowanym, zimnym i beznamiętnym wokalem Stephanie tworzy fantastyczną konstrukcję, surowy materiał, nasiąknięty electro i futurystycznym popem. Polecam gorąco. 

czwartek, 15 kwietnia 2010

wtorek, 13 kwietnia 2010

Mos Def Dub







Jako wysmienity dodatek do klipów proponuję płytkę Max Tannone, nowojorskiego dj'a i producenta, który zasłynął mashup'ami Radiohead i Beastie Boys. Mowa o TYM. A znalezione toto dzięki netaudio.pl i niezawodnemu w swym fachu Arkadiuszowi. Dzięki i pozdrawiam :)

Dla wnikliwych i głodnych wiedzy lista wykorzystanych numerów:

1/10 – Johnny Too Beef (“Beef” – Mos Def [Mos Definite] x “Johnny Too Bad” – The Slickers ["The Harder They Come" soundtrack])
2/10 – History Town (“History” – Mos Def feat. Talb Kweli [The Ecstatic] x “007 (Shanty Town)” – Desmond Dekker & The Aces ["The Harder They Come" soundtrack])
3/10 – Ms. Vampire Booty (“Ms. Fat Booty” – Mos Def [Black On Both Sides] x “The Mummy Shroud” – Scientist [Rids The World of Vampire Curse])
4/10 – In My Math (“Mathematics” – Mos Def [Black On Both Sides] x “Your Teeth In My Neck” – Scientist [Rids The World of Vampire Curse])
5/10 – Travellin’ Underground (“Travellin’ Man” – Mos Def [Mos Definite] x “Underground” – Lee Perry [Superape])
6/10 – Shroud The Stars (“Bright As The Stars” – Mos Def feat. Talib Kweli [Ah Ha/Bright As The Stars - 12"] x “The Mummy Shroud” – Scientist [Rids The World of Vampire Curse])
7/10 – Mr. Universe (“Next Universe” – Mos Def [Rawkus Presents Soundbombing 2] x “Mr. D. Brown Skank” – The Observer All-Stars [Trojan Dub Box Set Vol. 2 CD3])
8/10 – Summertime Running (“Summertime” – Mos Def feat. Medina Green [Mos Definite] x “Running Dub” – King Tubby & Errol Thompson [The Black Foundation In Dub])
9/10 – Kampala Truth Work (“Work It Out” – Mos Def [The Dangerous Mix] x “Kampala” – Dub Specialist [African Rub A Dub (Studio One)] x “Truth And Rights” – Johnny Osbourne [Truth & Rights])
10/10- Hurricane Black (“Hurricane” – Black Thought, Common, Mos Def ["The Hurricane" soundtrack] x “Black Moon” – Third World All Star [Rebel Rock])

Thievery Corporation







poniedziałek, 12 kwietnia 2010

środa, 7 kwietnia 2010

niesencja 13


Ta płyta nie męczy. To luźne i niezobowiązujące dźwięki spod szyldu dub, roots, reggae które sklejałem wspólnie z Emeliksem na przestrzeni bliżej nieokreślonego czasu. Kompilacja płonie żywym ogniem, gęsta atmosfera roots przeplata się z lekkim, frywolnym reggae, sypią się dubowe trociny...rub a dub ziom, tuny nieprzyzwoicie dobrze zwinięte jak idealny blant...ostre i spokojne, zabawne i niepokojące, awangardowe i ponętne jak diabli... ;)
Okładeczka w wykonaniu Ssseleny, dziękujemy i rispect, nadmienię, że ta Pani odpowiada również za nagłówek tego bloga. elo :)

click on cover to download

wtorek, 6 kwietnia 2010

apollo dwa tysiące zero wad dwadzieścia jeden


Air Sexy Boy Original Video
Za�adowane przez: paradixman.

Tracing Arcs

Genialna triphopowa produkcja ekipy, która wystartowała w połowie lat '90 w Londynie, przesiąknięta wyspiarskim klimatem, stonowana i szepcząca. Uwodzicielskie nujazzowe brzmienie miesza się z leniwym downtempo, wyszukane triphopowe dźwięki trzymają emocje na doskonałym poziomie a każda minuta Fin jest aromatyczna i urzekająca....soczysty album, polecam ;)

niedziela, 4 kwietnia 2010

Exponential Music

Kolejna płyta z Exponential Music i kolejny artysta z San Antonio. Rae Davis gra w wolnych chwilach w jazz bandach, gromadzi stare winyle, stanowczo za dużo wydaje na żarcie i płyty a każdego poranka budzi się zepsuty...ponadto ujmuje prostym pięknym dźwiękiem, mieszanką stonowanego jazzu, downtempo i hiphopu, pięknie posklejanymi elementami, które można znaleźć w TYM miejscu.

Casiokids

Przedobra muza ze Skandynawii, hipnotyczny IDM pokryty przybrudzona syntezatorową elektroniką, dobra zabawa chropowatymi, klikającymi samplami i kapitalne norweskie wokale.





Happy Easter

For Corners

Takiej płyty mi brakowało...chrzęszcząca, przesiąknięta zapachem dobrych winyli a na niej wyjebane w kosmos dźwięki, chrupiący groove, afrofunk, perwersyjny tex-mex a wszystko zintegrowane z instrumentalnym hiphopem i pokryte warstwą latino. Polecam gorąco :)

płytka w obrazku

slow

Dwie płytki rosyjskiego producenta Siergieja Suokasa aka Slow.

Room Phive, cztery elektroniczno ambientowe kolaże, hipnotyczne sample zapożyczone z natury plus dźwięki wyprodukowane w studio, tworzą niezwykle ciepłą, organiczną i głęboką epkę.

Dual Box,album zdecydowanie bardziej skondensowany, gęsty, mnóstwo w nim echa i niskich tonów, etniczne pętle, gitary i smyczki, różne przeszkadzajki. Momentami monotonny, nadmuchany, w każdym calu rozleniwiony niemniej jednak warto się z nim zapoznać. elo ;)

click on cover

sobota, 3 kwietnia 2010

Spam ep

Nie jestem pewien czy już kiedyś nie wspominałem o tej płytce...możliwe...zresztą nieważne. Będzie krótko, pomysł był następujący: dokonać recyklingu śmieci ze skrzynki e-mail przy użyciu prostego syntezatora mowy a całość opatrzyć agresywną, brudną, pocięta elektroniką. Najbardziej urzekający numer - cziptjunowy, bazujący na motywie z Mario Playing the casino. elo.


Killing Joke