poniedziałek, 13 września 2010

pustka i zastój to domena jest milczenia...

...a lato dobija powolutku do mety, wakacje minęły równie szybko co intensywnie, czasami euforycznie, czasami bardzo pusto, w obydwu przypadkach mogłyby płynąć wolniej. Jesień wisi nad nami, dramatu generalnie nie ma bo w sumie ją lubię, raczej miłe wspomnienia mam z tą porą roku a dodatkowo prawie za miesiąc pęka mi trzydziecha. Akurat nie wiem czy z tego powodu się cieszyć czy nie bardzo. Duchem stąpam nadal dekadę niżej co jest raczej deprymującym faktem niż powodem do dumy i nad czym mam zamiar tej jesieni popracować. Zatem są założenia, są cele do których powolutku sobie będę zmierzał czyli czas jest wypełniony. Ponad to buzuje we mnie noradrenalina, dopaminowym krokiem pokonuję od kilku dni wrzesień, i tonę w fenyloetyloaminie. Wzór prosty i zrozumiały, mówiąc wprost nie jestem sam i to mnie kurewsko rajcuje i napędza.
Ze spraw bardziej przyziemnych to dobre płytki się pojawiły. O dub kweli nie będę pisał, bo napisali o tym dobrze na netaudio. Powiem tyle - jak masz ochotę na kapitalne riddimy i wokale taliba to możesz je znaleźć rewelacyjne zmaszowane na nowym albumie maxa tannone, którego czytającym tego bloga przedstawiać nie muszę, pozostałym zaś można pokrótce wspomnieć, że ów dźwiękowy mechanik poskładał wcześniej do kupy partie wokalne mos def i motywy reggae, beastie boys zmaszował z beastie boys a jay - z ukręcił z radiohead. Arze Kareem to natomiast małoletni łotewski producent, beatmaker i mc, który składa dobrze wyważone, wyraziste bity, oldskulowe skrecze i małe porcje dżezu a całość owija triphopową stylistyką i korzennym klimatem. Poza tymi dwoma pozycjami prezentuję kilka płyt wartych uwagi, w miarę świeżych i godnych podania dalej. elo.


click on cover