wstaję rano. bardzo rano. otwieram oczy zanim otworzę usta w głowie pęka ziarenko. swawolnie wypuszcza pęd na końcu którego pojawia się beztrosko mały listek. przyglądając mu się bliżej można zauważyć, że użyłkowany jest w taką oto frazę: kurwa jak mi się nie chce....
szczotka w gębę, kawa się parzy co nie oznacza wcale tego, że się wypije , kurtka, klucze, auto, praca. odpierdolić swoje bez minimum satysfakcji, że cokolwiek się zrobiło, i do domciu.
wracam. słonko zaszło, ewentualnie właśnie zachodzi, wschodzi ten sam od lat krajobraz małego miasta. domki z równo przyciętym trawnikiem, bloki z równo przyciętej płyty oraz wypełniacze tego wszystkiego. ludzie. oni dla odmiany z równo przyciętymi potrzebami. parkuję furę o ile jest gdzie ją zaparkować, klucze w zamek, dom. zjeść na miejscu, zjeść na mieście a może w ogóle sobie dzisiaj odpuścić? naukowcy brytyjscy udowodnili, że ograniczenie o 1/4 spożycia dziennej porcji kalorii, znacząco wydłuża nasze życie. pierdolę, nie jem.
szczotka w gębę, woda w wannę, laid back. herba się parzy ale wcale nie oznacza to, że zaraz się wypije. nic tak nie obniża kortyzolu we krwi jak dobre chwasty. kolejno: melisa, komputer, witaj w domu. teraz to już na dobre. minuty płyną, mijają kwadranse, godziny, ląduję w łóżku. sam. badania brytyjskich naukowców dowiodły, że umieralność wśród singli pomiędzy 30 a 59 rokiem życia jest o połowę wyższa niż u osób w związku. gaśnie światło, zapala się światełko, mielimy dzień, tydzień, jeszcze trochę myślę o brytyjskich naukowcach i sen. niespieszny, niezmącony, kończy się, zaczyna się weekend. wstaję i tak rano ponieważ nie lubię tracić dnia, chuj mnie strzela na samą myśl, że miałbym wstać po południu. nawet jeżeli dzień wcześniej się zeszmaciłem to i tak wstaję przed południem. byle jak ale wstaję ponieważ badania brytyjskich naukowców udowodniły, że osoby śpiące nie więcej jak 6h dziennie są na dobrej drodze do osiągnięcia szczęścia. fałsz. ale mamy za to wolny dzień. biorę aparat, spliff, coś na zwilżenie wary jak będę w drodze i zaczynamy wyprawę. nie potrafię wykrzesać z siebie tyle siły żeby ćwiczyć regularnie więc staram się spacerować. nie jakiś stetryczały spacerek alejkami ale pełną gębą chodziarstwo osiedlowo - terenowe wszakże nikt inny jak właśnie brytyjscy naukowcy udowodnili, że 30 minut spaceru trzy razy w tygodniu znacząco poprawia stan naszych krwionośnych i serca. wracam do domu, kawa, jedzenie, spliff i komp. za dużo czasu spędzam przed monitorem. stanowczo. mimo tego, że badania naukowców brytyjskich udowodniły, że mózg człowieka obcującego stale z internetem przechodzi na zupełnie inną częstotliwość pracy co w prostej linii jest wynikiem ilości przetwarzanej informacji. potrafimy dziennie wchłonąć nawet 34 giga danych co daje naszemu organizmowi sygnał do przejścia w tryb awaryjny w efekcie czego odłączona zostaje kora przedczołowa i zamieniamy się - ujmując to kolokwialnie - w zimnych skurwysynów obojętnych na wszystko co nie dotyczy nas osobiście. przetworzenie obrazu/zdarzenia na emocje zajmuje umysłowi dwie sekundy. w trybie awaryjnym czas ten wzrasta do ośmiu. fałsz. badania przeprowadzili naukowcy kalifornijscy.
nadchodzi a w zasadzie wlecze się wieczór, dzwonią telefony, które trzeba odbierać - dla przyzwoitości wszakże jest sobota. spotykam się ze znajomymi, siedzimy, pijemy, palimy, rozmawiamy, wita nas niedziela. akurat niedziele mijają różnie będąc w tej różnorodności całkowicie nieprzewidywalne a nierzadko po sobocie wita nas poniedziałek, więc wstaję rano. bardzo rano...
tak się toczy to wszystko powoli, żyję, jem, oddycham, staram się nie wnikać za bardzo nie pytać za dużo, nie dociekać ponieważ ciągłe pytanie i dociekliwość może wszystko zdeprecjonować. jestem szczęśliwy? nie bardzo. kiedy będę? kiedy poczuję się spełniony. w jakiej kategorii? we wszystkich się nie da ale na jednej mi zależy. w relacjach z innymi ludźmi. cel? tak, mam jeden. wstać obudzić się rano i zanim otworze usta w moje głowie otworzy się ziarenko, które beztrosko wypuści pęd a na jego końcu swawolnie rozwinie się listek, któremu kiedy bliżej się przyjrzysz to zobaczysz, że jest użyłkowany w następującą frazę: siemasz stary, przed tobą kolejny zajebisty dzień...ale do tego długa droga...
trupwzsypie. nolens pisze do mnie tak: (...)chłodne bałtyckie morze oraz elektroakustyczne szepty i szmery inspirowane mikroklimatem gdańskiej Zaspy. album dziwny, introwertyczny, chłodny jak bałtyckie morze w lutym, wyrafinowany minimal, aseptyczny, laboratoryjnie czysty dźwięk szepczący, trzeszczący, niebywale konkretny. polecam gorąco i życzę udanego weekendu.